23 grudnia 2025

[KP] Z morzem się nie handluje.

Gawren
Gawren Zarević
30 | Zahirra | przyprawy i składniki alchemiczne | brygantyna „Wieczny” | współwłaściciel, drugi kapitan (handel i kontrakty) | śpiewa głośno, słyszy to, co ciche | wyjątkowy zmysł zapachu i czucia składników | potomek morskiej czarownicy, która złożyła się w ofierze Morzu Kości | stały bywalec Targowiska i Tawerny Mokra Doris | od kilku tygodni ossanorski glejt handlowy | z magicznymi dobrze się tylko pije i handluje | papuga Anyż  | ⚓︎

Nie ufał temu, co reagowało w nim szybciej niż myśl. Co z każdą falą ciążyło coraz mocniej, odbijając się głucho o burtę statku. Co wdzierało się pod jego skórę tak chętnie, w poszukiwaniu zatoniętych modlitw, które nigdy nie miały wypłynąć.

Było w tym coś na kształt wyparcia. Poszarzałego lęku i zdrady wobec samego siebie. Kłamstwo osiadało w ciasno zwijanych linach, wilgotniało w deskach pokładu i słonym powietrzu, drżącym między jednym taktem a drugim. Noszona w milczeniu, tłumiona melodią i ruchem fal.

Magia drzemała w nim od zawsze. Zrodzona z krwi i morskich wód, oświetlana łuną morskich latarni w najdalszych zakątkach świata. Dziedzictwo, które zbyt długo czekało na kolejną pieśń. Wdzierało się pod skórę. Zabliźniało w ranach na przetartych dłoniach. Szeptało tak głośno, że nie potrafił już tego zagłuszyć. Choć wzburzone, czekało cierpliwie. Na jego słowo, na pozostawioną na policzku pełną soli łzę i na pierwszą pieśń, której nie odważy się już przerwać. 

Ossanor był niepozornym sercem jego magii. Zatopionej przy kościach morskiego smoka, ojca pradawnej magii wód, przemawiającej szumem fal i biciem w płótna żagli.
Ossanor był przypadkiem. Miejscem zboczenia z trasy, chwilą zbyt długiego oddechu między wersami szant. I został czymś więcej, choć nie był w stanie powiedzieć dlaczego.
Zaczął przemawiać jego ustami, łączyć zapach egzotycznych przypraw z wszechobecną wonią wzburzonego morza. 

Handel był dla niego czymś więcej niż wymianą towaru. Zaczynał się od gestów — od rozplątania sznurów, od unoszenia wieka skrzyni, od chwili, w której pozwalał, by zapach wyszedł pierwszy. W Ossanorze uczył się, że dłoń wyciągnięta zbyt szybko budzi nieufność, a milczenie bywa lepszą walutą niż same słowa.
Przyprawy z Zahirry — kardamon, anyż, suszone korzenie i alchemiczne pyły reagowały tu inaczej, jakby wilgoć portu zmieniała ich charakter. Ale tylko on to wyczuwał. Miasto zostawiało w nich swój ślad, a on czytał go węchem, spojrzeniem i tempem oddechu rozmówcy. 

W targowych rozmowach, w wymianie towaru i uścisku dłoni, znalazł sposób, by nie uciekać. Ossanor nie wymagał od niego wiary ani obietnic. Wystarczył czas. 

I tak, skrzynia po skrzyni, obce miasto przestawało być już tylko przystankiem.

⚓︎
Witam

Magicznie enigmatycznie, bo nurt wciąż poszukiwany; przyjmiemy współkapitana/kę "Wiecznego," i wybicie Ossanoru z głowy;
fc: Orlando Bloom; wedsdxxc@gmail.com
Poniższe wpisy mogą zawierać treści przeznaczone dla osób pełnoletnich.

36 komentarzy:

  1. [Mam nadzieję, że nigdy nikt nie wybije mu Ossanoru z głowy! 🔥 Absolutnie magnetycznie opisujesz kapitana i te jego wewnętrzne szepty. Porywamy i chętnie utopimy 🤩]


    Wieczór w tawernie, usytuowanej nieopodal dzielnicy rybackiej i cumujących statków, codziennie stwarzał prawdziwą ucztę dla zmysłów. Gdy słońce powoli chowało się za horyzontem, na niebie pojawiały się pierwsze cienie, a port tętnił życiem, które z każdym momentem nabierało intensywności. Dzień, czy noc, w Ossanorze nie pora miała znaczenie, a to, ile sił i soli wnosili do Mokrej Doris przybysze.
    Wewnątrz tawerny panowała atmosfera ciepła i sytości. Drewniane stoły pozostawały zastawione kuflami i półmiskami przekąsek do piwa, zajęte przez rybaków, marynarzy i podróżników, którzy dzielili się opowieściami o morzu, przekonani, że każda z nich ma swój własny, niepowtarzalny smak. Światło lamp naftowych rzucało miękkie, migotliwe światło, które tańczyło na ścianach pokrytych morskimi motywami i starymi mapami, sprawiając że to co znane zmieniało wyraz niekiedy na makabryczny przez długie cienie.
    Na zewnątrz, na nabrzeżu, słychać było niesione dźwięki wrzawy i rozmów — to rybacy, żeglarze i tutejsi, ich śmiech, odgłosy kroków na brukowanych uliczkach przed progiem i szum fal uderzających o burty statków. W tle rozbrzmiewał charakterystyczny charmider — towarzyszący wieczornym rozmowom i muzyce, tworzył niepowtarzalny klimat tej chwili. Często można było usłyszeć też odgłosy muzyki , granej na klawiszach lub strunach, które dodawały scenie wyjątkowego uroku. Muzycy którzy przychodzili do Mokrej Doris wiedzieli jak ukraść uszy klienteli.
    Gdy zapadała noc, port ożywał jeszcze bardziej, niż za dnia. Gwiazdy błyszczące na niebie, światła latarń odbijające się w wodzie, tworzyły magiczny, migoczący pejzaż. Statki, z ich masztami i żaglami, tonęły w cieniu, a ich sylwetki kontrastowały z jasnym niebem i ukicznymi latarniami. W powietrzu unosił się zapach morza, soli, ryb i przypraw, które przypominały o codziennym trudzie i pasji rybaków.
    Dla syreny więzionej wśród ludzi, był to świat obcy i zarazem już znajomy. Port to miejsce, gdzie czas zdawał się zwalniać, a nocne dźwięki i atmosfera tworzyły niepowtarzalny klimat, pełen tajemniczości i magii, przywołując na myśl opowieści o przygodach i niebezpieczeństwach morza. Bliskość wody sprawiała, że oddychała swobodniej, choć nieustannie czuła trud przetrwania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Jej spojrzenie było ciemne i głębokie, sięgało do dna duszy, mogło wwiercić się w głowę i namącić w zmysłach, popchnąć do niechlubnych czynów, a później zostawić nieszczęśnika z ogromnym bólem pod czaszką i rozmytą pamięcią. Jej spojrzenie mogło zabrać wolę ostatniego oddechu, opróżnić sakiewki schowane pod koszulą i odebrać wszystko, co stanowiło o jestestwie - każdy sekret, fantazje i niewypowiedziane nawet szeptem grzechy. Mogła sięgnąć pod skórę, prosto do szkieletu i wyrwać go gładko z obleczonego skórą i włosami ciała, a nie mrugnełaby jej przy tym powieka. Stać ją było na wiele, ale to wszystko obdarłoby ją z pozorów, które jak ciepły plaszcz chroniły jej obecność w Ossanorze. A Seline ceniła sobie spokój i pozorny porządek, w jakim teraz żyła, choć serce jej nierozerwalnie związane było z wodą i wzywało ja każdego dnia i każdej nocy do powrotu w morze.
      Kiedy było blisko północy, a drzwi huknęły głośno, spojrzała tam krótko. Długie płomienne włosy podwiązała w wysokiego koka i miała już zakazane rękawy nad łokcie, uwijając się szybko i z gracją. Do środka wszedł pierwszy wysoki, szczupły mężczyzna, za nim inni, lecz nikt nie przyciągnął jej uwagi na dłużej. Pochyliła się do starego kapitana, który siedział najbliżej i zabrała mu spod nosa pusty już kufel, wymieniając na nowy, lśniący i pełen zimnego, pysznego piwa. Posłała mu przy tym słodki uśmiech i na kilka chwil pozwoliła zapatrzyć się na swoje jędrne piersi widoczne pod odchylonym materiałem koszuli luźno zawiązanej na dekolcie. Ludzie ją bawili, byli tacy puści i przyziemni. Rozczulala ją ich prostota.
      Sięgnęła po szmatę i zaczęła wycierać drewnianą ladę, kątem oka obserwując nowych klientów, bo przecież zapewne ktoś tu niebawem podejdzie, zamawiać napitek.

      Selinka

      Usuń
  2. Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, którego nie powinien umieć odczytać od razu. W jej oczach krył się błysk, jakby od dawna czekała na ten moment, na niego właśnie, choć na twarzy malowało się coś więcej - odrobina ostrożności, a może i ciekawości. Każdy kto przychodził tu prosto z morza, przynosił jej opowieści z daleka przemycane wraz z solą na skórze i wiatrem osadzonym na kosmykach. Seline choć blisko wody, czuła się tu zatrzymana siłą na lądzie i łakneła tego, co było za linią horyzontu.
    Zatrzymała się na chwilę przed nim, jakby rozważając, czy warto już teraz go obsłużyć, bo obok czekał kolejny pusty kufel do napełnienia. Po chwili, z delikatnym kiwnięciem głowy, podeszła bliżej, a jej dłoń ciepła i pewna spoczęła przed nim, blisko, otwarta i gotowa do przyjęcia zapłaty. Zahaczyła palcami o jeden z wiszących rzemyków, bo byla sroczką i lubiła ozdoby oraz świecidełka, ale nie to ją interesowało. Patrzyła mu w twarz bez żadnych cieni zawahania, chętna go obsłużyć, jeśli tylko sypnie solą.
    - Dobrze, że wpadłeś - powiedziała cicho, jej głos niósł się jak szum fal, miękki i kojący. Zupełnie jakby i on miał wiedzieć, że tu, w ten wieczór, powinni się zobaczyć.
    Ossanor to miejsce, które nie wybacza błędów. Tu każdy krok musiał być pewny, nawet jeśli serce mówiło coś innego. Seline przekonywała się o tym codziennie, budując swoje życie daleko od tego, napisało jej przeznaczenie. Była sprytna i cierpliwa, przyjmowała od losu swoje lekcje, ale nie miała ochoty się uczyć takich, które nakazywały jej pochylić głowę. Jak każda syrena, miała swoją dumę.
    Z jej gestów przebijała się nuta wyzwania, jakby ostrzeżenie i obietnica jednocześnie. W jej spojrzeniu było coś, co przyciągało, ale i wywoływało lekki niepokój. Kto spojrzał w jej oczy, próbując odczytać ukryte znaczenie, ten poczuł, jakby cały świat wokół zwalniał. Potrafiła sprawić, że wokół wszystko cichło i zostawała tylko dwójka wpatrzonych w siebie w półmroku.
    Poruszyła nagląco paluszkami, aby sypnął monetą i zaraz obróciła się wokół własnej osi, by sięgnąć czystego szkła i napitku. Mimo wszystko dobrze się czuła i doskonale odnajdywała w tawernie, tańcząc wedle własnych zasad. Miała przewagę nad tymi morskimi wilkami, choć nie w sile. Przesunęła palcem po wilgotnych i roześmianych ustach, jakby rozważając czy sama na ochotę się napić. Zerknela na młodego mężczyznę jeszcze raz, a w jej spojrzeniu pojawiła się iskra, jakby czekając na coś więcej, na decyzję, którą ona sama musi podjąć.
    - Pokaż mi, że jesteś tego wart - szepnęła, nagle przechylona przez ladę w jego stronę, a w jej głosie dało się wyczuć zarówno wyzwanie, jak i prośbę ukrytą za tymi słowami.
    Zignorowala silnego strażnika portu, który również po służbie przychodził się napić i przy okazji na nią popatrzyć. Podsunęła młodemu człowiekowi kufel prosto w dłoń, musnęła przy tym zalotnie jego palce i wiszące sznureczki przy nadgarstku i zatonęła na kilka sekund w jego oczach, przywołując go do siebie cichym melodyjnym i zaczepnym śmiechem, który mógł obić mu się pod czaszką i zostać z nim na długo. Tak, właśnie w ten sposób zyskiwała najświetniejszych klientów.
    Oparła się lekko na ramieniu, a ich spojrzenia spotkały się w półmroku, pełne tajemniczości i obietnic. W tym momencie, wśród dźwięków muzyki i gwaru tawerny, poczuła, że coś się zmienia. Że szum morza, którym umiała zaklinać ludzkie serca i umysły, odzywa się również w niej. Coś, co może przetrwać więcej niż tylko tę noc. Coś, co - mimo ostrzeżeń i niepewności - mogło stać się początkiem nowej drogi.
    Odsunęła się szybko, czując jak serce bije jej za szybko. Nierozsądnie. W jej twarzy przebiła się niepewność i zdumienie, gdy przeszła dalej, uciekając wzrokiem od jego oczu do pozostałych klientów. Takie rzeczy się nie zdarzały. Po nalaniu kilku kufli, zerknęła w jego stronę, gdy był gdzieś znów na sali, przy stole z swoimi towarzyszami. Nalała sobie cierpkiego, ziołowego i mocnego likieru i wychyliła duszkiem, aby rozgrzać się od środka. I dodać dość sił, by wyrzucić wątpliwości z głowy.



    Seline

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dziękuję serdecznie za komentarz. Tak po prawdzie, myślę że Rain jest obecnie na tym etapie, by pozwolić sobie na wiarę, że dopiero gdy zgłębi tajemnicę matczynego porzucenia, będzie potrafiła w pełni zrozumieć istotę daru, który jej przekazała.
    PS. Zaraz wpadnę na PW z propozycją ustaleń.]

    OdpowiedzUsuń
  4. Wieczór był coraz głośniejszy, ciemniejszy, a powietrze cięższe wraz z kolejnym kuflem, który pusty stukał głośno o blat ławy, wołając o napełnienie od nowa. Wśród dźwięków, które wibrowały w powietrzu, i śpiewów, które z każdą chwilą stawały się coraz bardziej wibrujące w deskach tawerny, jej spojrzenie umykało w kierunku mężczyzny. Odszedł od niej, zdziwiony. Nie złapany.
    Jej ruchy, choć szybkie i precyzyjne, zdawały się mieć w sobie coś więcej niż tylko rutynowy obowiązek i wprawę. Była miękka i surowa zarazem, jak tajemniczy zapomniany port, w którym każda fala niosła swoje sekrety, a każdy gest krył w sobie coś nieuchwytnego. Jak krzyk, którego nikt nie usłyszy.
    Na moment odwróciła się, by podać kolejny kufel nie za barem, ale na środku sali, przemknęła po tawernie płynnie, jak piasek wniesiony przez wydmy pod jego nogi i właśnie wtedy on zaśpiewał, a ich spojrzenia się spotkały. Seline zwolniła, ale nie zatrzymała sie. Kilka jej kosmyków zatańczyło niby na wietrze wokół drobnej jasnej twarzy, a kobieta znalazła się bliżej. W jej oczach, mimo chaosu i tłumu, które ich otaczały, mógł dostrzec iskrę jakby ukryty szept, którego nikt inny nie słyszał. Ona wiedziała, że jej śpiew go nie chwycił w sidła, a on nie mógł czuć tego, co rozpalił w syrenie. Mimo to, trwało to ledwie sekundę, popatrzyła mu znów w oczy, nim odwróciła się natychmiast, jakby ta chwila była zbyt krótka, by ją zatrzymać, ale i zbyt długa. Jakby to on mógł złapać ją, choć wydawało się to niemożliwe.
    Odsunęła się i zamknęła oczy na chwilę, próbując uporządkować myśli. Przesunęła ostatni kufel, który niosła po ławie, dla jednego z jego kamratów. Działo się coś, co szarpało ją w środku, jak gwałtowne, mocne drganie głęboko przy rdzeniu. Ta chwila i to uczucie były jak zagadka, której rozwiązanie wymykało się na każdym kroku spomiędzy jej szczupłych palców. Czuła, że za męskim uśmiechem, spojrzeniem i głosem kryje się coś więcej – może to samo co w niej... może coś, co trzymało ją przy życiu w tej morskiej otchłani jednak z dala od wody. I choć wiedziała, że to tylko chwila, którą można nazwać zbyt krótką, nie potrafił się od niego oderwać. Jej oczy znów uciekały w jego stronę, a gdy jakieś silne ramię objęło jej talię, nie zdążyła umknąć. Została posadzona na marynarskim kolanie i zakleszczona, co wywołało w niej nagle spięcie ramion i kwaśny nadąsany grymas na twarzy.
    W głębi serca poczuła, że musi wstać i uciec i jednocześnie wcale tego nie chce. Nie, kiedy działo się coś, co nie miało prawa się dziać. I czego nie tylko była ciekawa, co po prostu musiała zgłębić. Nie dziś, nie jutro, nie kiedyś. Wątek chwili. Bo w tym tańcu spojrzeń i dźwięków, w tym zamieszaniu ludzi i fal, zrodziła się w niej świadomość, że coś ją do niego przyciąga – jak magnes, który nigdy nie pozwoli odejść do końca.
    On śpiewał, a ona słuchała. Męskie ręce, trzymające ją coraz śmielej miały czelność sięgać dalej, a Seline trwała w bezruchu. Nie zauroczona. Nie zaklęta. Wciąż jedynie zdumiona i bez mocy. Wiedziała tylko, że to, co się rozbudziło między nimi, jest jak morski sztorm – nieprzewidywalne, potężne i nie do zatrzymania.

    Seline

    OdpowiedzUsuń
  5. [Czytając kartę, od razu pomyślałam, że Gawren to bardzo pozytywna postać, taki ktoś i do tańca i do różańca. A w duecie z Anyżem musi wyglądać po prostu uroczo! :D Oczywiście, na maila zapraszamy, ale w razie czego wątek kumpelski też chętnie przyjmiemy. Dzięki wielkie! Dla Gawrena samych udanych rejsów, a Tobie bezkresnej frajdy na blogu! :)]

    Eran Morwick

    OdpowiedzUsuń
  6. Tego ranka obudziły ją pierwsze promienie słońca przedzierające się przez niewielkie zakurzone okienka domku stojącego nieopodal latarni morskiej. Przyzwyczajeni do jej widoku pracownicy tego charakterystycznego przybytku już dawno przestali zwracać na nią jakąkolwiek uwagę. Stanowiła dla nich niemal tak samo niezmienny element krajobrazu jak morze, z którego ochroną związali całe swoje życie. Podobnie jak ono kryła w sobie dwojaką naturę – dziką i nieokiełznaną, a zarazem piękną i uwodzicielską. Podobnie jak ono nie dawała się także nikomu uwięzić. Szczególnie teraz, gdy pokrętny los w całej swej łaskawość postanowił uwolnić ją w końcu od niezwykle przywiązanego do etykiety ojca. Wielu z nich jednak nadal odczuwało do niej niezwykły szacunek, którego podstaw nigdy nie umiała zrozumieć. Była przecież zwykłą dziewczyną posiadającą magiczne moce. Nic ponadto. Jak zwykle po krótkiej kąpieli w spokojnych falach zatoki wsiadła na koński grzbiet i lekkim kłusem udała się w kierunku portu. Wypadałoby zdobyć coś na śniadanie i zapoznać się z najświeższymi plotkami dotyczącymi nowo przybyłych statków. Kto wie może tym razem będzie miała trochę więcej szczęścia i wśród flag typowych dla Ossanoru dojrzy nową banderę ? Może tym razem będzie to ta, która przywiezie jej klucz niezbędny do zgłębienia tajemnicy własnego pochodzenia ? Prawdę powiedziawszy nie wiedziała czego dokładnie oczekuje. Jak do tej pory z każdej takiej wyprawy przywoziła wyłącznie nowe rany i dziwaczne przedmioty o nieznanym zastosowaniu, do których zakupienia pchnął ją tak zwany szósty zmysł. Te ostatnie piętrzyły się potem w równych stosach pod dachem rodzinnego domostwa de Iralów czekając na dogodny moment do ponownego ujrzenia światła.
    - Rain, pomożesz mi przeczytać ten list ? – Dochodziło już południe, gdy z głębokich rozmyślań wyrwał ją dziecięcy głosik. To Ester, pięcioletnia córeczka poczciwej rybackiej rodziny, której czasem udzielała prywatnych lekcji pociągnęła ją lekko za skraj sukni.
    - Oczywiście kruszynko. – Uśmiechnęła się, odbierając od niej wiadomość i siadając wraz z nią na pirsie. – Pokaż, co mu tu mamy. – Pochyliła się nad skrawkiem papieru tak, by dziewczynka mogła zaglądać jej przez ramię i próbować sama rozszyfrowywać słowa. Docierały właśnie do końca, gdy nagle kobieta poczuła doskonale sobie znane ukłucie nieopodal serca oznaczające, że do portu zawitał kolejny zwiastujący nadzieję okręt. Instynktownie podniosła spojrzenie akurat w momencie, w którym wpłynął do niego statek o dużym różnobarwnym żaglu. – Bardzo dobrze kochanie. – Rzuciła jeszcze na zakończenie, po czym oddaliła się pośpiesznie w kierunku nieznanej brygantyny.
    Obserwowała ją z dużego oddalenia jeszcze przez następnych kilka dób, by poznać marszrutę panującą pośród członków jej załogi. Wychwyciwszy natomiast moment, w którym większość marynarzy zazwyczaj już dawno spała lub szwendała się po karczmach czy burdelach, swoim zwyczajem przebrała się w męskie ciuchy i schowała za skrzyniami stojącymi w ładowni.

    Rain, podróżniczka na gapę

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy tylko się zbliżył, wyciągnęła do niego ramiona, a porwana za biodra, skoczyła lekko, dwa razy stukając trzewikiem o stare deski i już była przy nim. Oparła dłonie na jego ramionach, czując ciepłą skórę pod płótnem koszuli. Dziewczyna spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, który zdawał się kryć więcej, niż na pierwszy rzut oka można było dostrzec. Jej oczy, choć wydawały się puste i zamglone od tego, co w niej wzniecał i budził, nagle rozświetliły się delikatnym blaskiem, jakby odnalazła w tym chaosie coś niezwykłego. Odpowiadała na jego lekkość, na tę swobodę i ruch. Powoli uniosła głowę, a jej dłonie, jeszcze drżące od emocji, powędrowały wyżej po męskich ramionach, badając obce ciało, jakby szukały słów, które miały wyrazić wszystko, co w niej się kotłowało za pomocą gestu.
    Wzięła głęboki oddech, gdy poczuła jego szept, oddech i ostry zarost przy policzku. Uległa objęciom, gdy się pochylił, poczuła go bliżej na swojej skórze i zaczęła śpiewać. Jej głos był miękki, pełen emocji, a słowa płynęły jak cichy szum morza, który właśnie za oknem odzywał się w tle. Melodia była prosta, lecz niezwykle intymna, jakby wyjęta z głębi jej duszy.
    - Nie zdradzę siebie tu, gdzie wód brak. Nie powiem, co się we mnie kryje. Gdy morze wezwie mnie, od tak, pobiegne tam, bo tylko na dnie odżyję.
    Śpiewała o tym, co nosiła w sobie od dawna - o tęsknocie, o odwadze, o marzeniach, które od dawna zdawały się nie mieć szans na spełnienie. O tym, że choć pragnie wolności, ta została jej odebrana, bo przecież wciąż tu stała. Tu, w tawernie, zamiast być w głębinie. Zaryzykowała szaleństwem zabranych, śpiewając spowiedź, lecz zanuciła tak cichutko, że tylko on mógł ją usłyszeć, tylko jemu na to pozwalała. Badając, obserwując... Sprawdzając ile zniesie, gdy tak wciąż się opierał.
    Jej głos wibrował w powietrzu, choć przypominał szept podobny do wypowiedzianego przez mężczyznę, a mimo to cały tłum zdawał się słuchać w milczeniu, jakby zatracił się w tej melodii, zagubiony w jej czarze. Ci siedzący dalej, nic nie mogli zrozumieć, ale tembr z jej gardła chwycił ich zmysły i kołysali się nagle spokojniejsi. Muzyka, choć prosta, miała w sobie moc uwodzenia, jakby wszystkie zgorzkniałe wspomnienia, wszystkie troski i bóle, znalazły w tym momencie swoje wybrzmienie. Na moment, tuż przed tym, jak dosięgnie ich zguba.
    Po skończeniu, spojrzała na mężczyznę, a jej oczy wyrażały coś, czego nie można było słowami wyrazić - ciekawość, zdumienie, nadzieję, ale i pewną tajemnicę, jakby chciała mu coś powiedzieć, lecz nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. I nie była pewna, czy to ten moment. Czy w ogóle. W jej spojrzeniu błysnęło coś jasno, jak perła na dnie oceanu.
    Podniosła kufel, by oddać morzu hołd, i choć na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, w oczach wciąż tliła się również cienka nić niepokoju. Ta noc, pełna śpiewu i tańca, była tylko kolejnym rozdziałem w jej życiu, a zarazem czuła, że to może początek czegoś nieznanego, co czekało na odkrycie, na jej wezwanie może nad brzegiem morza, może we własnej duszy. Bo to co się teraz rozgrywało, nie miało prawa się wydarzyć. Nikt nie mógł się oprzeć syrenie, a tym bardziej zatrzymać jej własnym głosem i ujarzmić.

    Seline 😘

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dziękuję za miłe słowa i powitanie! I również cześć! :D
    Sama nie wiem, czy bardziej urzeka mnie uśmiech Gawrena ze zdjęcia, czy jego papuga i jej imię. Wyjątkowy zmysł zapachu wydaje się i błogosławieństwem i przekleństwem, zwłaszcza w dokach :D. Na wątek czy powiązanie jak najbardziej jest chęć! Z tym odezwę się już na maila. ;)]

    Maureen Velanthrys

    OdpowiedzUsuń
  9. To, że lubiła kolekcjonować różne nietypowe przedmioty, nie było właściwie żadną tajemnicą. Po Ossanorze krążyły plotki o tym, że pod jej domem znajduje się podziemny skarbiec, zabezpieczony groźnymi zaklęciami, skutecznie odstraszającymi potencjalnych złodziei, marzących o zdobyciu ukrywanych przez lady Velathrys skarbach. Mało kto jednak wiedział, że nie zależało jej na byle błyskotkach. Była kolekcjonerką. Zbierała jedynie to, co było tego warte.
    I Gawren z pewnością o tym wiedział. To właśnie on podróżował do dalekich krajów nie tylko po przyprawy, rzadkie wina i inne towary, ale też po artefakty, których sobie zażyczyła. I oczywiście, nie robił tego za darmo. Maureen potrafiła sowicie wynagrodzić tych, którzy jej się przysługiwali. Ceniła sobie współpracę z kapitanem Wiecznego, bo on, w przeciwieństwie do wielu innych, których na tym świecie już nie było, po prostu jej nie zawiódł.
    Zwykle wyglądało to bardzo prosto. Gdy dowiadywała się, że Wieczny zawinął do portu, wysyłała jeden z Szeptów, aby wezwał do niej Gawrena. Gdy przychodził, ucinali sobie krótką pogawędkę, wręczała mu sporządzone notatki z tego, co musiał wiedzieć oraz mapę wskazującą kierunek do ukrytego skarbu. Zdawało się, że taki układ satysfakcjonuje ich oboje i był wystarczający.
    Jednak nie tym razem.
    Tym razem nie wysłała Szeptu, gdy tylko dotarła do niej informacja o tym, że Wieczny pojawił się w porcie. Właściwie była gotowa od dawna i jedynie czekała na tę informację. Zaraz po tym, jak ją otrzymała, spakowała swoje rzeczy, narzuciła na siebie płaszcz i opuściła rezydencję, by udać się prosto do portu. Głęboko odetchnęła chłodnym, przesyconym solą powietrzem, niemal czując na ramionach gęsią skórkę. Choć tego nie okazywała, dawno nie była tak podekscytowana.
    Na zapiski o mitycznym Sercu Nadir trafiła już dawno temu, choć były to zaledwie mgliste, niewiele mówiące przekazy. Znała jednak ten przedmiot z innych opowieści, z czasów zanim opuściła głębiny. Już wtedy uchodził za zaginiony, a morskie demony szeptały o nim ze strachem w głosie. Miał ogromną moc. Moc, która mogła stać się jej, jeśli tylko go odnajdzie.
    Spędziła dużo czasu na badaniach i w końcu – udało się. Namierzyła lokalizację, gdzie Serce mogło się znajdować. I chciała je odnaleźć osobiście.
    Dlatego teraz pewnie weszła po trapie Wiecznego na pokład, ignorując zaskoczone spojrzenia marynarzy. Zdjęła z głowy kaptur, rozglądając się za Gawrenem, którego w końcu dostrzegła, wychodzącego z kabiny kapitańskiej. Uśmiechnęła się i od razu do niego podeszła.
    – Piękny dzień na rejs, prawda, Gawrenie? – zapytała przyjaźnie. – Możemy porozmawiać na osobności?
    To właściwie nie było pytanie, nawet nie sugestia. Sama ruszyła do kabiny, z której przed chwilą wyszedł, oczekując, że pójdzie zaraz za nią.
    – Mam dla ciebie kolejne zadanie – powiedziała, gdy zostali sami. Odwróciła się w jego stronę, patrząc na niego uważnie. – Tym razem jednak chcę płynąć razem z tobą – rzuciła, nie owijając w bawełnę.
    Liczyła, że odpowiednia kwota i dotychczasowa udana współpraca przekona go, by się zgodził i załatwił wszystko tak, by wspólna podróż nie była problemem. Ze wszystkich kapitanów, z którymi współpracowała, to jemu ufała (o ile mogła powiedzieć to o kimkolwiek) najbardziej. I doceniała jego umiejętności. Skoro z poprzednich wypraw wrócił żywy, była jakaś szansa, że i ta okaże się sukcesem.

    Maureen

    OdpowiedzUsuń
  10. Seline spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, choć w oczach wciąż tliła się ta sama tajemnicza iskra. W jej głosie zabrzmiał delikatny, ale pewny ton, jakby znała odpowiedź na pytanie, które wciąż tkwiło w jego umyśle i nie zostało wypowiedziane głośno. Nie przejęła się tym, co dzieje się wokół, jak marynarze, kupcy, tutejsi czy obcy, reagują na jej magię. Nie spojrzała nawet w kierunku tych najbliżej stojących klientów tawerny, w pewien sposób złapana w iluzję młodego mężczyzny o skórze ciepłej i napitej słońcem.
    - Morze zna sekrety - powiedziała tylko i zawiesiła na moment głos, jakby rozważając słowa, które miały jeszcze wybrzmieć.
    On patrzył na nią, a ona na niego, próbując odnaleźć sens w jego jak i własnych słowach, choć w głębi serca czuła, że to, co mówi, jest prawdziwe, to jednocześnie budziło się w niej jeszcze coś... niespokojnego. Wyprostowała sie, gdy odstąpił kilka kroków, jakby uciekał. Morze, które od zawsze było jej przewodnikiem i sprzymierzeńcem, teraz zdawało się mówić do niej własnym głosem, jakby przepełnione mądrością, której nie potrafiła jeszcze do końca zrozumieć. A przecież zawsze rozumiała.
    Przez chwilę milczała jeszcze, a ich spojrzenia spotkały się nie jako dwie odrębne istoty, lecz jako dwa odcienie tej samej linii życia, splątane w nieuchronnej fali przeznaczenia. W tej ciszy, którą przerywał tylko odgłos fal z portu, czuć było coś więcej niż tylko morską bryzę; czuć było obietnicę, że wszystko, co się wydarzy, jest częścią większego planu. I długu wobec żywiołu.
    Seline wyciągnęła rękę, jakby chciała go dosięgnąć, a jego kolejne słowa zatrzymały ją w miejscu. Poczuła zimno, coś ciężkiego, a w jej oczach przemknęła niezrozumiała zmiana... stały się ciemne, głodne, niebezpieczne, gdy zlustrowała go uważnie od stóp do głów. Jeszcze raz. Badawczo. Obco. Zaraz poczuła, jak serce zaczyna bić szybciej, jakby w rytmie tego jednego słowa. Zdecydowała się na krok, potem kolejny i jeszcze jeden. Zamkneła oczy, odetchnęła głęboko, wsłuchując się w melodię morza i jego słowa, które niosły obietnicę nadziei, choć zabarwioną cieniem niepewności. I strachem. A nawet nienawiścią wraz z żalem, którego nigdy z siebie nie wylała.
    - Słyszałeś mnie... - powtórzyła cicho, zupełnie spokojnie. Choć spokojna się nie czuła wcale.
    Spojrzała na niego jeszcze raz. Od nowa. Jakby nie spotkali się pierwszy raz i jakby mieli się widzieć jeszcze wiele razy. W tej chwili wszystko wydało się jasne: to, co się działo, było ich przeznaczeniem. Morze, które wlało się do tawerny, jego zapach i śpiew, nie było tylko symbolem chaosu; to był jej własny, nieuchronny powrót. Nie wiedziała jednak jeszcze, co to w ogóle znaczy, ale nie uciekała. Nie mogła. I nie chciała. Wyciągnęła więc do niego dłoń i czekała... Syreny są dumne, nie proszą. I nie gonią za tym, co im się należy.

    Selinka 🧜‍♀️

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdyby ktoś zagadnął ją kiedykolwiek na jakiej podstawie wybiera statki, na które zamierza się później zakraść, nie umiałaby udzielić rozsądnej odpowiedzi. Podejrzewała jednak, że mógł mieć z tym związek odziedziczony po matce amulet. Choć nie rozstawała się z nim nawet na chwilę, wciąż nie odkryła wszystkich jego właściwości. Wiedziała tylko jedno, był zaklęty i czasami całkowicie przejmował kontrolę nad jej poczynaniami. Niejednokrotnie wyciągał ją z kłopotów, innym zaś razem ją w nie wpakowywał. Jak miało być tym razem dopiero się okaże. Doświadczenie zdobyte podczas podobnych podróży podpowiadało jej, że prędzej czy później jej obecność na pokładzie zostanie z pewnością odkryta. Czasem zdarzało się to dopiero w nieznanym porcie, gdy załoga wynosiła na brzeg puste skrzynie, by przed wyruszeniem w kolejny rejs je wyczyścić, zakonserwować i ponownie zapełnić. Ta opcja okazywała się zazwyczaj najlepsza, bo po przyłapaniu zwykle wystarczyło po prostu poudawać trochę skruszoną dziewczynkę, parę razy zamrugać uwodzicielsko rzęsami, mrucząc przy okazji kilka przychylnych słów na temat umiejętności dowódczych kapitana i wypłacić równowartość towaru, który podjadła razem z Luckym (uparte ptaszysko zawsze znalazło jakiś sposób, by się za nią wślizgnąć). Znacznie gorzej bywało, gdy na tym nielegalnym procederze przyłapano ją jeszcze, gdy okrętem kołysały fale. Wówczas równie dobrze mogła zostać wysadzona w małej łajbie na środku morza, jak i skończyć w kuchni, czy celi, jeśli dana jednostka takową dysponowała. Krótko mówiąc, była wtedy całkowicie zdana na dobrą wolę kapitana. A jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi ryzykowała nadal. Ciekawość świata i narastająca praktycznie z dnia na dzień potrzeba poznania prawdy na temat porzucenia przez własną rodzicielkę tuż po urodzeniu nieodmiennie zmuszały ją do narażania się na gniew zupełnie obcych ludzi, w większości mężczyzn.

    Rain

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [PS. Dziękuję serdecznie za powitanie Oriona. Odezwę się, gdy tylko skonkretyzuje mi się pomysł na wątek.]

      Usuń
  12. [Cześć! Dziękuję bardzo za miłe powitanie, i cieszę się, że ta moja pannica się spodobała. :D To jedna z tych postaci, które stworzyłam lata temu, i do dziś nie daje mi spokoju, także mam nadzieję, że zostaniemy tu razem na długo. ;D

    Nie będę ukrywać, że odkąd zobaczyłam Gawrena w roboczych, też podglądałam, i liczyłam, że uda nam się coś stworzyć z tą dwójką! Karta jest cudownie napisana, a sam Gawren szalenie interesujący. Aż zapragnęłam sama przenieść się na chwilę do Ossanoru, i kupić od niego trochę tego kardamonu. ;)
    Oboje pochodzą z Zahirry, więc szkoda byłoby tego jakoś nie wykorzystać. Myślę, że z czasem Gawren mógłby stać się pierwszą osobą stamtąd, która Shebie dobrze się kojarzy, taką latarnią w morzu nieprzyjemnych wspomnień. ;D Jego magia też by ją niewątpliwie fascynowała, więc tym bardziej wątku nie mogę odpuścić.
    Powiedz mi proszę, co to masz za zalążek pomysłu? Jestem szalenie ciekawa. :D]

    Elisheba

    OdpowiedzUsuń
  13. Syreny są postrachem wód i przestrogą dla tych, którzy wypływają w morze. Tak samo jak są czczone, budzą przerażenie. Ich magia wydobywająca najskrytsze pragnienia i obnażająca wszystko jest złudna, a tak naprawdę nikt nie wie, jakie są to istoty. Załogi modlą się, aby nie spotkać ich lub innego pupila z głębin, choć są i tacy desperaci , którzy chcą schwytać choć jedną dla łuski, czy pocałunku, który zwiastuje koniec.
    Patrzyła na niego intensywnie, jej oczy koloru głębi oceanu, jakby zanurzone głęboko w morskiej otchłani, pełne tajemnic i niezgłębionych historii wydawały się szklić. W jej spojrzeniu tliła się cicha rozterka, a jednocześnie nieugaszona ciekawość, jakby pragnęła od niego czegoś więcej niż słów czy gestów. Słyszał jej wyzwanie... dotarł do niej. Wciąż żył. W jej ruchach było coś, co przypominało falę, miękką a zarazem nieposkromioną, jakby cały świat pod jej stopami był tylko częścią jej tańca, który w jednej sekundzie może przewrotnie uciechę zmienić w katastrofę. Nie była na polowaniu i nie bawiła się jednak dalej... Skołtunione myśli uderzały w nią gwałtownie, a serce biło zbyt mocno, by mogła się uspokoić.
    Uniosła dłoń, musnęła mu bok delikatnie po jasnej tkaninie koszuli, a jej palce wystrzeliły ku niemu i choć on nie oddał gestu, to gdy poczuła muśnięcie na ramieniu, przyłożyła palce do piersi nieznajomego. Jego serce równie mocno biło, a Seline zadrżała w środku. W głębi jej spojrzenia czaiła się nuta smutku, jakby wiedziała, że ich spotkanie jest tylko chwilowym rozbłyskiem w jej wiecznym życiu. Starczyła chwila, by nakarmił ją nadzieją i chciała wierzyć, że ma szansę odmienić swój los.
    Zamiast odpowiedzi, dała mu swoją uwagę. Nie mogła nic wyjaśnić, nie chciała tego opowiadać i wracać do swojej porażki i powodu niedoli. Był obcy. Przyniosło go do niej morze i jej śpiew, ale wciąż nie był przyjacielem. Wyprostowała się i odwróciła, jakby próbowała ukryć swoje uczucia przed nim, choć jej ciało wyraźniej teraz drżało od napięcia.
    Wyrwana z zamyślenia spojrzała wokół. Zebrani marynarze, strażnicy i kupcy w tawernie oddali jej swoje zmysły. Zapadła cisza, okraszona śpiewem fal z oddali i panował wokół nich szum, a sylwetki mężczyzn oraz drugiej barmanki kiwały się jak zapomniane flagi na bryzie. Uśmiechnęła się niewinnie, bo przecież gdyby chciała narobić szkód, skrzywdziłaby już dawno. W jej głosie, gdy w końcu przemówiła, słychać było echo, jak cichy szum fal, przypominający jej własne bicie serca.
    - Nie musisz się bać- szepnęła, a jej słowa rozbrzmiały jak cichy śpiew, który nie chce zniknąć nawet po zakończeniu. Przybliżyła się nieco, jej ciało zdawało się falować, jakby tańczyła z wodą, a nie z człowiekiem. - Uwolnie ich - obiecała cicho, oddychając głębiej, jakby chciała poznać zapach jego świata, tego skąd przybył. - Jeśli pokażesz mi swój statek - rzuciła warunek, zadzierając głowę, by dostrzegł jak poważna jest to sprawa. Miał już coś cennego, wiedzę. Chciała mieć więc tyle samo.
    Seline spojrzała na niego z nadzieją, której nie było w oczy zwykłej istoty. Była to nadzieja na zrozumienie, na odkrycie, że jeszcze nie wszystko jest stracone. Na wolność, o którą on sam nie musiał walczyć.
    - Zaprowadź mnie tam - poprosiła.
    W jej głosie słychać było cichy szept wiatru, który niesie obietnicę czegoś nowego. A w głębi jej spojrzenia tliło się przekonanie, że nawet w najciemniejszej głębi można odnaleźć światło. W jej oczach odbijał się on... Stał się jej gwiazdą na zasnutym nocą niebie, kierunkiem który poprowadzi ją w długiej wędrówce. Musiała mieć tylko pewność, że może sama w to uwierzyć, że to... Dzieje się naprawdę.

    Selinka ✨💖

    OdpowiedzUsuń
  14. Jej spojrzenie, pełne tajemnicy i cienia, zdawało się przenikać na wskroś. W tej chwili czuła, jak jego obecność rośnie, jakby cały świat wokół nich zwolnił, zostawiając tylko ich dwoje i ten nieuchwytny szept, który zdawał się pochodzić z głębi morskich głębin. Złość to nie emocja, jaką otrzymywała i z którą była obyta, ale nie bała się. Zdumiona i zaintrygowana wpatrywała się w twarz mężczyzny, odczytując jego irytację, rozdrażnienie i trwogę. Przeniosła spojrzenie na załogę z jego statku i pozostałych klientów tawerny... Uśmiechnęła się rozbawiona, a jej spojrzenie złagodniało. Martwił się o nich, jakby winny był im ochronę nawet po zejściu z pokładu. Nie martwił się natomiast o samego siebie... Błąd. Głupota. Lub odwaga, jakiej dawno nie doświadczyła.
    Wiedziała, że to, co zamierza zrobić, przekracza granice wyryte w skałach przez sztormowe fale. Niepewna jeszcze, co to znaczy i co ich wiąże, kolejny krok był jak zanurzenie się w nieznane, w coś, co od dawna czekało pod powierzchnią, cicho i niecierpliwie. Czuła mrowienie pod skórą, a dziąsła ją swedziały jak wtedy, gdy wiele lat temu schodziła do głębin się pożywić. Ekscytacja i gotowość do podjęcia wyzwania pobudzały ją od środka i wybrała to, nie cofając się. Musiała zaryzykować, zawierzyć człowiekowi... Jego obecność i ich spotkanie nie było przypadkiem. On nie był jednym z wielu.
    Przyglądała mu się uważnie, dostrzegając w jego oczach nie tylko determinację, ale też coś innego. A może tylko ukrytą nadzieję, że to, czego się obawiał, nie okaże się tym, czego się najbardziej boi? Wiedziała, że ten wieczór może zmienić wszystko, że to, co powie albo zrobi, może wywrócić do góry nogami ich światy, tak jak burza na morzu, która nagle zrywa się bez ostrzeżenia. Bez względu na to, co o niej myślał i czego się spodziewał, nie miała zamiaru go krzywdzić.
    Ruszyła za nim bez słowa, trzymając się blisko, lecz nie goniąc. Mogła wejść na każdy statek i każdy mogła zatopić wedle kaprysu, ale podobała jej się jego butność. Był jak powiew świeżości w tym zatęchłym porcie, gdzie znała już każdy zakamarek. Był wyższy, stawiał dłuższe kroki i mocno wbijał pięty w ziemię. Ich wędrówkę obserwowało czarne niebo i jeszcze czarniejsza toń, w Seline zaś rodziło się coś dobrego... iskierka, jaką wydawało się, że zdusiła w sobie dawno temu. Jej krok był lekki i cichy, niosła się nad portowym brukiem jak bryza, a jej twarz zmieniła wyraz. Uśmiechała się słodko, a w oczach błyszczało jej pragnienie.
    Gdy dotarli do portu, zadarła głowę i lustrowała statek. Minęła mężczyznę, trącając go ramieniem, gdy była obok i stanęła na krawędzi podestu. Wyciągnęła dłoń i dotknęła Wiecznego, a za sobą usłyszała tylko głębszy wdech jego kapitana. Ciemne deski, smukłe wysokie maszty i hafty na płótnie oraz zapach... Ziemisty, pikantny, ostry jak słońce i wysuszona, spieczona ziemia. Oparła się, pochyliła, stawiając stabilnie szerzej nogi i złożyła krótki, czuły pocałunek przy dziobie tej łajby. Spojrzała potem przez ramię z figlarnym uśmiechem na tego za sobą i zawróciła w jego stronę. Zbliżyła się o krok, jej oddech był cichy, lecz pełen niewypowiedzianej obietnicy. Mógł myśleć, że przeklęła statek, lub obiecała ocalenie nawet przed Kraken, nie miała zamiaru zdradzić, co zrobiła. Spojrzała mu prosto w oczy, a gdy się odezwała, w jej głosie zabrzmiał cichy, ale stanowczy ton:
    - Wiem, że nie boisz się tego, co kryje się pod powierzchnią. Ale czasem, żeby odnaleźć prawdę, trzeba zanurzyć się głębiej, nawet jeśli oznacza to ryzyko, że już nigdy nie wypłyniesz na powierzchnię. Nie śpiewałam dla ciebie i to nie ciebie chciałam przywołać... Odpowiedziałeś, bo tego chciało od nas morze - wyjaśniła, choć sama poszukiwała odpowiedzi w tym spotkaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Wody były nieprzewidywalne, dawały życie i je odbierały. Los złączył ją z człowiekiem i z tym nie trudno było się pogodzić. Przetrwała o wiele więcej. Nie wiedziała tylko, czy to kaprys, czy widmo przeszłości ją ściga. Czy nadal jest to cena, jaką morze każe jej płacić za zdradę. W jej słowach była siła, której nie dało się zignorować, a jednocześnie delikatność, jaką potrafi wyrazić tylko kobieta, która zna smak prawdziwego bólu. Wiedziała, że to, co mówi, może być niejasne, ale sama czuła się zagubiona.
      - Nie wiedziałam, czy ktokolwiek mnie usłyszy - przyznała łagodnie. - Nie chce twojej zguby, nawet jeśli tego jeszcze nie widzisz.
      Jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej intensywne, a w niej samej zakiełkowała odwaga, którą od dawna skrywała głęboko w sobie. Wiedziała, że to nie jest koniec, lecz początek czegoś nowego, czegoś, co może przynieść ukojenie albo totalną zgubę. Ale bez względu na wszystko, była gotowa iść dalej, zaufać morzu, które przyniosło jej mężczyznę. Obróciła się i znów skierowała w stronę statku. Wkroczyła na kładkę i lekkim krokiem ruszyła na pokład. Posłała mu uśmiech, niewinny i czysty, choć w środku czuła sztorm. Seline musiała podjąć decyzję, czy zanurzyć się razem z nim, czy też odsunąć się na bezpieczną odległość, by chronić siebie.
      - Chodź! Pokaż mi gdzie mnie usłyszałeś - zawołała wesoło, chcąc aby sam do niej przyszedł, nawet z tą słodką złością, która rozświetlała mu oczy.

      Selinka 🧜🌊✨

      Usuń
  15. Syrena, która nagle pojawiła się na pokładzie, była psotna i zmienna jak morska bryza. Jej czujne oczy i w nich głęboka toń, zwiastująca sztorm nie były straszne, a niepokój mężczyzny tylko ją bawił. Przecież nie chciała go pożreć. Mile za to łechtał jej ego i karmiła się tymi emocjami, jakie w nią buchały od człowieka. Weszła jak w tańcu na deski, a ich ciche skrzypienie delikatnie łaskotało noc. Nie burzyła ciszy, a jej perlisty śmiech urozmaicał tę porę swoistą melodią, wpasowując się idealnie w chłodny wieczór i wszędobylskie szmery lin i masztów. Była teraz jak ozdoba portu, jak iskierka pośród mroku, wyjątkowa ale i idealnie pasująca tu i teraz. Jak każda z gwiazd na granacie nieboskłonu.
    Jej oczy błyszczały, a usta wykrzywiały się w lekkim uśmiechu, jakby cały czas planowała coś, co miało ją rozbawić kosztem innych. Stąpała po pokładzie niemal podskakując, rozglądając się wokół z zaciekawieniem, a gdy poczuła na ramionach silny uścisk, zmarszczyła drobny nosek, zatrzymując zdezorientowane spojrzenie na jego owianej słońcem twarzy. Przystanęła, nie rozumiejąc. Ale oczy jej pociemniały, docierając głębiej do jego rdzenia, jakby chciała w tym momencie pokazać, kim naprawdę jest. On mógł poczuć, że drapieżny instynkt syreny jest silny i nie pozwala mu odwrócić wzroku, za to jej zachowanie nie było ani trochę przewidywalne.
    W mgnieniu oka, syrena wykręciła głowę na bok, jakby słyszała coś, czego on nie słyszał. Ktoś z załogi, pilnujący statku nocą? Strażnik portowy? Marynarz wracający na noc z tawerny? Zwinna jak łowca, mogła wyślizgnąć się z jego ramion, ale zamiast tego zagryzła rozbawiona wargę. Znów była psotna i wesoła, choć uznała, że ma wszelkie prawo się obrazić. Gniewał się na nią i dawał ponieść złości, a przecież nie robiła nic złego! Czuła od niego gorąco, piach i coś gorzkiego... Na pewno był z daleka, emanował tym, czego w Ossanorze brakowało.
    - Och… - jej westchnienie rozbrzmiało echem, pełne słodkiego szeptu, choć ton był jakby mrukliwy, ostrzegawczy i nieprzewidywalny – Czy myślałeś, że mnie tak łatwo złapiesz? - jej słowa zawisły w powietrzu, jak morskie mgły, które nie chcą się rozwiać. Zacisnęła mocno palce na jego dłoni, splatając ich ręce ciasno i nie ruszyła się z miejsca, gdy on próbował ją i siebie zawrócić z pokładu.
    Syrena lekko zakołysała się na nogach, a jej ciało miękko wygięło się ku niemu, jakby tańczyło w nurcie, jakby igrała z prądem, prowokując go do pościgu.
    Pociągnęła go za rękę do siebie i wyciągnęła drugie ramię, układając szczupłe, jasne palce na jego policzku. Od jej świetlistej skóry odbijał się księżyc, sprawiając że błyszczała jak klejnot. Wyglądała jak ktoś, kto zna tajemnice głębin, a jej zachowanie było jak gra, w której zwycięża ten, kto potrafi zagrać najzabawniej, najdziwniej i najbardziej nieprzewidywalnie.
    - Chcesz, żebym stąd poszła? - zapytała z chytrym błyskiem w oku. - A może chcesz się ze mną pobawić? - jej głos brzmiał jak słodki, kuszący szept, a zarazem jak ostrze, które może przeciąć wszystko na pół.
    Roześmiała się perlicie, a brzmienie jej głosu poruszyło fale i kilka najbliższych statków, zakołysało się wyraźnie. Podskoczyła na palce z musnęła go zalotnie w usta i wyrwała rękę, ruszając biegiem przez pokład.
    - Gluptas! - rzuciła przez ramię. - Pokaż mi, gdzie tu, na statku mnie usłyszałeś - zawołała, precyzując, co miała wcześniej na myśli.
    Każdy wiedział, że syrena jest nie tylko piękna, ale i niebezpieczna. Jej psotne zachowanie, zmienność i drapieżna natura sprawiały, że nie można się było od niej oderwać, gdy już chwyciła w swe sidła ludzkie zmysły, choć jednocześnie każdy podświadomie czuł, że musi zachować ostrożność. Potem świadomość ulatywała. Bo syrena to istota, która potrafi w jednej chwili zamienić się w coś, co pochłonie, jeśli tylko na chwilę się od niej odwróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Seline nie mogła opuścić Ossanoru, ale nie mogła też powiedzieć dlaczego. Znalazła tu swoje miejsce i wpasowała się w tutejszy porządek. Miała swoje sztuczki i uroki, jej magia nie bladła, ale ona słabła z dala od głębin i czuła to z każdym rokiem. Jeśli ten człowiek ją usłyszał, jeśli był wyjątkowy... Nie mogła go wypuścić. Nie mogła go stracić. Nie wiedziała jeszcze, co to znaczy, ale przecież morze nie wyrzuciło go w jej stronę przez przypadek.
      Zatrzymała się i roześmiała znów głośno, rozbawiona jego miną. Obróciła się wokół własnej osi, rozpostarła ramiona i wyciągnęła szyję do księżyca, czując jak wiatr z daleka niesie jej śpiewy i szepty innych istot. Jego złość i determinacja by chronić załogę były słodkie, on sam był uroczy, zaś Seline chciała się dowiedzieć, co jeszcze może jej dać. Nie wierzyła, że zdoła ją okiełznać, albo choć zatrzymać na chwilę, zanim ta nieprzewidywalna zniknie na zawsze w odmętach tajemnicy. Jednak dał jej nadzieje, co było cudownie odświeżające. Syrena, jak sama natura, była zmienna i drapieżna, a jej urok miał w sobie coś, co potrafiło omamić nawet najbardziej opanowanego. Więc zerkała na niego roześmiana, kręcąc się na środku JEGO statku i czekała, aż do niej dołączy.

      Selinka 🧜💖

      Usuń
  16. W tej chwili, gdy znalazł się przy niej, świat wokół nich zdawał się zawiesić w bezruchu i poczuła, jak jej oddech miesza się z jego, jak jego dłonie delikatnie, ale stanowczo, obejmują wąską talię. Morze szepnęło coś, czego nie potrafiła zrozumieć, a jednak czuła to głęboko pod skórą, jakby jego głos, jego tajemnicze szepty, przenikały przestrzeń między syreną uwięzioną na lądzie i mężczyzną wolnym na morzu. Zadarła podbródek i choć w chwili, gdy porwał ją po pokładzie w jej spojrzeniu błysnęło zdumienie, teraz czaiło się coś głębszego. W nim widziała to samo, lustrzane odbicie, lub iluzje. W oczach miał coś, co przypominało zatopione w głębinach światło - nie do końca jasne, ale pełne obietnicy i zagrożenia jednocześnie.
    Zamknęła oczy na chwilę, próbując zatrzymać pulsujący dreszcz, który przechodził przez całe ciało. Wiedziała już, że morze nie mówiło do niej słowami, lecz w języku, który tylko ona mogła wyczuć, jakby była to ich własna, niepojęta melodia. Czy to był szept, czy może tylko echo, które odbijało się od ścian jej własnej duszy? Nie wiedziała, ale czuła, że to jest coś więcej niż tylko emocje - to była więź, której nie potrafiła nazwać, a jednocześnie nie chciała zapomnieć. I w tym wszystkim znalazł się on... Mężczyzna pachnący szafranem i piekącym słońcem z daleka.
    Przysunęła się bliżej, czując, jak jego oddech miesza się z jej. Ich ciepło, choć krótkie, zostawiło ślad na kobiecej skórze, jakby morze, które tak bardzo było jej drogie, w końcu odważyło się powiedzieć coś na swój własny, tajemniczy sposób. Wiedziała, że to nie jest zwykła gra, że to coś, co wykracza poza słowa, czy poza czyny. To jej powolny, nieuchronny powrót do głębin, do tego, co ukryte, co zostało jej odebrane. On miał jakąś rolę, a to jak walczył... Nie wiedziała dlaczego.
    Zaczynała rozumieć, że te szepty, które śpiewała do niego przez głębię morza, mówiły również do niej samej. Modliła się do wód, wołała o przebaczenie, a on był jej odpowiedzią. W jej słowach kryły się tęsknota i ból, choć w tym samym momencie ostrzeżenie, by nie zagłębiać się za daleko. Nie było w niej żalu , ale był wciąż ból po zdradzie. Bo morze, tak jak ona, nie daje łatwych odpowiedzi. Ona sama jest jak tajemniczy labirynt, pełen zakrętów i głębin, które mogą pochłonąć bez powrotu.
    Spojrzała mu w oczy, a w nich widziała coś, czego nie chciała nazwać, co drżało również w niej głęboko. Wiedziała, że to, co się dzieje, jest jak flirt z nieznanym, jak tańce na krawędzi, z której można spaść w każdej chwili. Ale nie chciała odchodzić, nie chciała się odsuwać. Nie chciała odwracać się od tego, co czuła, od tego głębokiego, niepojętego pragnienia, które roztaczało się wokół nich jak mgła nad morzem.
    Czuła, że morze, ten mężczyzna, ona sama, wiatr i żagle mówią do niej własnym, niepojętym jeszcze do końca dla nich językiem, i choć nie potrafiła zrozumieć słów, wiedziała, że ta rozmowa trwa dalej. I że jej szept, jak echo z głębin, będzie zawsze obecny, przypominając mu, że nie wszystko da się pojąć, a czasem trzeba po prostu zanurzyć się w ciemność i pozwolić, by morze wciągnęło w swoje tajemnice.
    Miękka jak woda uległa ramionom, a smukłe palce objęły oblicze mężczyzny znienacka. Przestała się bawić. Ciało jak fala nakryło go, biodra przy biodrach, pierś przy piersi, a jej usta w bezczelnej słodkości spoczęły na jego. Był gorzki jak surowa przyprawa i słony jak to, co znała. Odetchnęła głęboko, poczuła lato w płucach i spieczone trawy od zahirrskiego słońca w sobie, gdy ostre paznokcie zadrapały mu lico. Sięgnęła głębiej, wdarła mu się pod skórę i przebrnęła przez świadomość do najskrytszych myśli spojrzeniem, które zatrzymywało floty dla sztormu i morskich bogów głodnych krwi.
    Odsunęła się nieco, lecz spojrzenie wciąż miała utkwione w jego oczach, jakby próbując wyczytać z nich jeszcze coś więcej niż słowa.
    - Czasem wystarczy tylko… pozwolić, by fala nas poniosła, nie próbując jej zatrzymać - z jej ust wydobył się cichy szept, pełen sprzeczności i ukrytych pragnień. Jeśli stawiał jej wyzwanie, mógł już nie schodzić z statku, a oddać się na dnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Czuła, jak jego mięśnie są napięte, aż niemal drżą, a oddech walczy z ciałem. Kącik jej ust zadrgał, jakby wciąż psociła. Po chwili powietrze wokół nich zgęstniało, a światło wydawało się słabnąć. Nie odwróciła wzroku, choć w głowie wciąż grały jej myśli, które nie chciały ustąpić. I które jemu mogły się nie podobać.
      - Może czasem trzeba się odważyć być też tym, kto zatrzymuje falę, zanim pochłonie wszystko dookoła - powiedziała jeszcze zagadkowo, z nutą gorzkiego uśmiechu.
      W tej chwili między nimi zapanowała cisza, głęboka i pełna niewypowiedzianych słów. Ona wciąż go trzymała, wbijając pazury w twarz. Morze zaś , które ich otaczało, zdawało się słuchać, jakby znało sekrety ich dusz, i szeptało coś ponad słowa.

      Seline 🧜☠️

      Usuń
  17. Wreszcie nadszedł czas, gdy wszystko zdawało się zataczać koło, a jednak w powietrzu unosiło się coś nowego, nieuchwytnego. Seline czuła, jak w jej wnętrzu rozchodzi się dreszcz, jakby w miejscu, gdzie kiedyś tliła się tylko samotność, teraz powoli kiełkowało coś więcej. Nie umiała jeszcze nazwać tego uczucia, ale czuła, że to właśnie ono trzyma ją na granicy, między tym, co znane, a tym, co jeszcze nieodkryte.
    Pod dłońmi wzdłuż szczupłych palców pozostawało uczucie ciepła drugiego ciała, a w oczach, wiecznie teraz zaszklonych, pojawiła się wyraźniejsza iskra. Nadzieja. Zeszła z Wiecznego , bo nic jej tam nie czekało, ale następnego dnia przed pójściem do tawerny poszła do portu i patrzyła na ciemne deski. Pokład był pusty, ale również kolejnego dnia przyszła, by przyjrzeć się żaglom. Kolejnego dnia marynarze znowu widzieli płomienne pukle przy dziobie, gdy zadarła głowę i modliła się do wód, zatrzymując ciemne spojrzenie na bocianim gnieździe. Tego jednego marynarza nie było... A ona wracała, jak nieodparta fala.
    Podczas ostatniego poranka, gdy słońce ledwo rozświetlało horyzont, zbliżyła się do brzegu, gdzie morze wydawało się być jeszcze bardziej tajemnicze, niż zwykle. Biała piana na falach syczała do niej ostrzegawczo, gdy zanurzyła się ledwie po kostki, a zapach soli wydał się ostry. Nie spotkała już mężczyzny o słonecznych liniach na ramionach i kolorowych bransoletkach, ale wiedziała, że wciąż jest w Ossanorze. Czuła go gdzieś pod skórą, jakby zostawił w niej trwalszy ślad. Wiedziała, że się wystraszył... jej, lub mocy mórz. W jej oczach odbijały się migotliwe refleksy nieba, a w uszach słyszała odgłos fal, które zdawały się szeptać coś nowego. Na piasku zostawiła ślady, które zaraz zmyła woda, jakby chciały odciąć się od przeszłości i wyryć nowy ślad w tym bezkresnym oceanie. Seline czekała cierpliwie, wierząc, że splecione losy nie pozwolą im unikać kolejnego spotkania. Ale cierpliwości nie miała wiele, a ta którą miała, zaczynała się kurczyć.
    Tawerna była głośna, duszna i lepka. Życie tam się zatrzymało na zabawie, uciesze i gaszeniu wszelkich pragnień. Deski trzeszczały od ciężkich pijackich kroków, stoły uginały się od kolejnych pełnych kufli, a czerwone lica łypały na nią nieznośnie błyszczące. W wszystkim tym, ona również była niezmienna. Przelewała się po sali jak woda, miękka i przyjemna z słodkim uśmiechem. Pozostawała czujna, sprawdzając, czy w drzwiach nie stanie ten ciemnowłosy... Nie znali swoich imion. A znali się tak, jakby pisana im była wieczność. Seline czekała, ale kilka dni minęło, a on się ukrył... Ona zaś nie była wyrozumiała.
    Ten nowy dzień był piekący, a bryza niosła ostry zapach zza horyzontu. Poszła na targ wczesnym popołudniem, by uzupełnić zapas suszonego mięsa w swojej małej kryjówce i przygotować jakieś zapasy w kajucie, w której gościnnie zdarzało jej się nocować. Gdy odwracała się od ostatniego stołu w jednej z alei, dostrzegła Gawrena, który stał niedaleko, patrząc na coś z cichym zrozumieniem. W jego oczach widziała odwagę i pewność, której sama jeszcze nie do końca się nauczyła żyjąc pośród ludzi. W jednej chwili zacisnęła palce mocniej na trzymanym wiklinowym koszu wypełnionym już produktami i zawróciła ku niemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Nagle, w powietrzu pojawił się lekki powiew, jakby sam wiatr szepnął jej do ucha słowa, które od dawna nosiła głęboko. Ogniste pukle zatańczyły na wietrze, a zwinne, blade ciało wpłynęło w tłum. Podnosząc głowę, spojrzała na horyzont, gdzie pierwsze promienie słońca zaczynały malować niebo na złoto i purpurę. W tym świetle, w tym blasku, poczuła, że jest jeszcze bardziej zniecierpliwiona, niż zaskoczona. Odwróciła się na chwilę, aby spojrzeć na Ossanor, który wciąż drżał, jakby czekając na swój własny hymn, i uśmiechnęła się lekko, stając przy stole obok swojego marynarza. W tym uśmiechu było wszystko, wiara, odwaga i nadzieja, że nawet w najciemniejszych głębinach można odnaleźć światło.
      - Nie uciekłeś - zauważyła cicho, czując jak gardło jej się napina, jak całe ciało sztywnieje, gdy podchwycił jej spojrzenie. Zupełnie jakby był w mocy uziemić ją jeszcze bardziej niż klątwa.

      Seline 🌊🧜

      Usuń
  18. Oczywiście, na pozór spokojna, śledziła jego ruchy, płynność, pewność, zmiany w spojrzeniu, gdy łagodność została wzburzona falą jej obecności. Jej drobna sylwetka ginęła w cieniu szerokich ramion, a Seline słuchała, jak Gawren opowiada o płatkach magnolii. Patrzyła na czerwone smugi na męskich policzkach i lekko przechyliła głowę z skruchą. Mogła poczuć, jak napięcie w jego głosie i spojrzeniu zmienia się, gdy mówił o tych kwitnących drzewach, które tu są tak nieosiągalne, ale to przecież nie o to chodziło. Uciekał od niej, a to w jakiś sposób rysowało ją od środka. Czuła, jak serce jej bije mocniej, choć starała się zachować spokój. W głębi duszy wiedziała, że to nie jest zwykła rozmowa o przyprawach czy drobiazgach z targu. To była gra, którą znała od lat, choć wciąż jeszcze nie do końca rozumiała jej zasady.
    Podniosła dłoń, by chwycić płatek, choć drżała jej ręka. Smukłe paluszki musnęła wnętrze szorstkiej dłoni wyrobionej linami, a złoto kurkumy osiadło przy jej opuszkach. On również zostawiał na niej ślad. Jej spojrzenie, choć nieruchome, zdawało się prześwietlać mężczyznę na wskroś. Wiedziała, że nie jest tu tylko sprzedawcą, jest kimś, kto potrafi czytać ludzi, jakby znał ich od zawsze.
    - Chciałam cię spotkać - powiedziała prosto, zdumiona tą wrogością w bezpośredniości. - To piękne - dodała cicho, oglądając chwilę wysuszony skrawek kwiatu. - Ale czy to wszystko, co masz do zaoferowania? - uśmiechnęła się lekko, choć w oczach wciąż krył się cień niepokoju i irytacji. Drażnił ją równie mocno, co przyciągał, a wewnętrzny koflikt rwał jej myśli jak sztorm żagle w najokrutniejszym zrywie.
    Odsunęła się nieco, patrząc mu w oczy, które, choć pełne chłodu i tajemnicy, zaczynały ukazywać coś więcej, jakby z każdym słowem, z każdym gestem, otwierał się powoli, tak jak kwiat magnolii, który musi jeszcze chwilę poczekać, by rozwinąć swoje płatki bezpiecznie. Może sprzeciwiał się szeptom morza, ale nie miał mocy ich uciszyć. Wsunęła smakołyk do ust i stała tak z palcami na wargach, poznając nowy smak.
    - Jutro odpływasz, tak? - powtórzyła, starając się, by głos nie drżał. - A ja? Co mam zrobić, gdy nie będzie cię tu już? - spytała po prostu i chyba pierwszy raz mógł się przekonać, jak jest złamana. Na rzęsach osiadły słone łzy, jakieś głębokie zranienie uderzało na powierzchnię, wydzierając się z głębi, a Seline odetchnęła tak głęboko, aż wszystko w niej zadrżało. Znowu miała zostać sama? Zagryzła zęby, miażdżąc ostatecznie delikatny wysuszony płatek i odwróciła wzrok od twarzy kupca. Jego opalona skóra, błyszczące oczy, uśmiech i pewność były okrutne. Był wolny.
    Spojrzała na niego po chwili znów, czując, jak pod powierzchnią skóry narasta napięcie.
    - Wiem, że to tylko chwila, lecz dla mnie to więcej niż to - mruknęła gniewnie, cicho, tak by tylko on słyszał, wskazując otaczające ich kramy, ludzi, towary. - Dla mnie to oddech, który może zmienić wszystko, jeśli tylko odważę się złamać los. Może ty, jesteś tym, kto musi zdecydować, czy chcesz ryzykować razem ze mną, jak woła nas morze, czy też wolisz trzymać wszystko w rękach, jak te przyprawy, które tak skrupulatnie ważysz i układasz. - uśmiechnęła się szerzej i kwaśno choć w głębi czuła, że to, co tu się dzieje, to coś ciężkiego. To było spotkanie dwóch światów, jeden pełen miarek i logiki, drugi pełen nadziei.
    W jej oczach pojawił się cień, a potem coś, co można było nazwać zmartwieniem lub może ukrytą troską. Odłożyła swój koszyk na stół, a głos zniżył się nieco, jakby dzieliła się sekretem, który mógł zmienić zbyt wiele. Pochyliła się, musnęła grzbietem dłoni jego nadgarstek przy podwinietej koszuli, a wiatr zawiał mocniej, unosząc drobne okruchy piasku i suszonych ziół wokół nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. - Usłyszałeś mnie, więc morze nas związało... Gdybym mogła, popłynęła bym za tobą, chroniąc cię na najdalszych wodach, których nie znają twoje mapy... Ale ty uciekasz... Nie miałeś prawa mnie znaleźć, ale to ty przyszedłeś do mnie. I teraz mnie zostawiasz... - coś w niej pękało, w wnętrzu, głęboko, to co wydawało się już sklejone, znowu się kruszyło, gdy świadomość niewoli oplatała ją ciaśniej z każdym oddechem. W jej głębokim spojrzeniu bladła siła, pojawiała się za to niepasująca do psotnej i kuszącej syreny wrażliwość. Coś słabego, delikatnego. Coś, co można złamać.
      W powietrzu zawisła niewidzialna nić, łącząca ich, jakby los sam ich do siebie przyciągał. Ossanor, stojąc obok, zaczął się odwracać, jakby czekając na decyzję kupca, na moment, w którym zdecyduje się wkroczyć głębiej w tę nieznaną, pełną aromatów i sekretów, głębię.

      Selinka 🧜💔

      Usuń
  19. W powietrzu wciąż unosiła się mieszanka obietnicy i strachu, jakby czekała na coś, co miało się wydarzyć, lecz nie było jeszcze gotowe do ujawnienia. Kiedy on spojrzał na syrenę jeszcze raz, jakby próbując odczytać z jej oczu, co naprawdę kryje się za tym spojrzeniem pełnym cienia, który przemykał w ich głebi, poczuła dreszcz. Mówiła niewyraźnie, nieprecyzyjnie i niejasno. Skłebione myśli uderzały w czaszkę falami, raz za razem odbierając jej spokój i oddech w drobnym ciele. Syreny były dumne, nie przyznawały się do porażek i słabości, a Seline choć od lat dłużej miała nogi i chowała łuski, wcale nie była inna.
    - Nie szukałam ciebie... tylko wolności - wyrzuciła z siebie ostatkiem tchu, tak cicho, że jej słowa odbiły się gdzieś między nimi i zgubiły w wirze zapachów przypraw w odległego świata.
    Kiedy ujął jej podbródek, w oczach jej błysnęło coś nowego, a usta zadrżały. Zdumienie, ciekawość i zaskakująca uległość. Nie poruszyła się, posłuchała, a jej spojrzenie wdarło się przez oczy kupca do jego duszy. Chciała go dosięgnąć nie po to, by złapać i usidlić, ale by zrozumiał, że połączyło ich morze i nic złego mu się nie może już stać. Będzie wracał, bezpieczny, lecz strudzony, bo nie uwolni się od niej... ale to nie wina jej czaru, bo to nie syrenia magia, ale starsza, silniejsza, związała ich losy.
    Kobieta przyjęła gwiazdkę anyżu, czując na szyi i twarzy mrowienie po ciepłych, szorstkich palcach, a jej ramiona nadal drżały lekko. Uśmiechnęła się, choć na jej twarzy malowało się coś więcej niż zwykła życzliwość - był to uśmiech pełen tajemnicy, niewypowiedzianych pytań, jakby znała odpowiedź na to, co jeszcze nie zostało zadane. Kupiec lawirował wokół stoiska i zgrabnie dokonywał transakcji, a ona, blada i drobna, stała nieruchomo i przyglądała mu się czujnie. Jej włosy jak ognisty ogon feniksa ozdabiały aleję, a oczy jak dwa szafiry mieniły się wielorako, więżąc w sobie promienie słońca. Była niepozorna, ale śliczna, zwracała na siebie uwagę tym, że jest jak morska piana na falach, ujmująca i nieuchwytna, bo szybko znika, ale jej uwaga nie uciekała na innych. Wpatrywała się w jego lekki krok, w sprawne ręce wyliczające miarki za odpowiednią ilość monet, a potem jak ta morska piana zniknęła. I gdy odwrócił się znowu, już jej nie było. Zniknęła ona i jej koszyk zakupów.
    Miała nadzieję, że znów się spotkają, że jej nie oszukał. Musiała wiedzieć, czy odpowie na jej wezwanie mimo nieufności i wrogości, jaką jej pokazał. Chciała go zobaczyć choć raz, choćby tylko po to, żeby znowu poczuć ten sam dotyk we włosach i ten sam smak na ustach co w tawernie, gdy trącił jej duszę. Tę straconą.
    Gdy niebo zalała krwawa łuna, jej głos zabrzmiał jak szept fal, które uderzały o brzeg, a w tej chwili wydawało się, że wszystko wokół zatrzymało się na moment, by słuchać syrenich słów. Spojrzenie Seline stało się jeszcze bardziej poważne, jakby w tym jednym geście wyrażała zgodę na wszystko, co ma nastąpić. Stała na schodkach prowadzących do wnętrza latarni i czekała na mężczyznę, który nawet nie zdradził jej swojego imienia. Morze, które wydawało się oczekiwać decyzji, śpiewało razem z nią, uderzając rytmicznie o kamienny brzeg wokół latarni postawionej na kamiennych funtamentach głeboko osadzonych w piachu. Pragnienie, jakie czuła pod skórą, patrząc na linię wody przypominało jej o tym, kim jest.
    Kobieta stała jeszcze przez chwilę, patrząc na miejsce, gdzie słońce chyliło się ku zachodowi. Jej serce biło mocniej, a myśli krążyły wokół słów i gestów, które wcześniej wymienili. Powinna na ramiona narzucić pled, bo noce robiły się nieprzyjemnie chłodne, ale mimo zimnych dłoni, nie myślała o tak przyziemnych sprawach. Wiedziała, że ich drogi się skrzyżowały, by zbudować coś, co może okazać się tak kruche, jak szkło, a jednocześnie tak silne, jak morska głębia. Wiedziała, że marynarz nie może jej ufać i ona nie powinna ufać jemu, ale... teraz tylko u niego mogła szukać spokoju.


    Seline

    OdpowiedzUsuń
  20. Słona bryza osiadła na drobnej twarzy syreny, na puszystych puklach dodając miedzi srebrnej poświaty i na ubraniu sprawiając, że prosta sukienka dopasowała się do ciała niczym druga skóra. Ozdobiła swoim smakiem jej uroczy nosek z pojedynczymi kilkoma piegami. Osiadła miękko na rzęsach okalających przejrzyste dwa jeziora jej duszy. Morze w tej ulotnej, złudnie delikatnej postaci dobierała się do niej, by wyrywać z niej skrawek po skrawku, oddech, spojrzenie, ból w drżących dłoniach. Woda nieustannie wołała ją do siebie, psotna, okrutna, kpiąca z jej klątwy.
    Czekała na swojego marynarza jak już zdążyła go ochrzcić, bo choć należał do niej bez swojej zgody, zaprzysięgło ich sobie w liniach losu, nie był tym, za kogo go z początku miała. Jego dłonie były delikatniejsze, choć nie brakowało w nich siły, a oczy sięgały głebiej niż u mężczyzn, którzy tylko pływają. On łowił świat, zbierał jego skrawki i przelewał w Ossanorze za sole i inne towary. Obserwowała go chwilę na targu, ale wiedziała, że choć należą do innych światów i ich zderzenie może dać jej więcej, niż upragniona wolność. Patrzyła w ślad za nim z nadzieją i zarazem pewnością. Wiedziała, że przyjdzie, choć jednocześnie chciała się nie zawieźć i nie poczuć z wiatrem żagli jego nieobecności. Nie chciała znów poczuć rozdarcia, które wyrywa ostatki tchu z piersi i ciska zmysły w nicość.
    Latarnia nie była jej ulubionym miejscem. Chadzała po porcie, zaglądała w najbardziej paskudne zakamarki, ale tu... tu nie przychodziła. Opuszczone miejsca, zapomniane ja to , przypominały jej za bardzo, kim sama się stała. Unikała ich. Przekupny strażnik mógł tylko raz spojrzeć jej w oczy, by zapomnieć, że się minęli, więc i o to się nie martwiła. Dla swojego marynarza zgodziła się jednak przyjść tu bez wahania.
    Na odgłos jego kroków, a potem miękki szept tnący ciszę nocy jak sierp kosiarza, obróciła się w jego stronę, a w oczach błysnęło odbicie gwiazd. Ogniste kosmyki zatańczyły wokół twarzy, a smukłe paluszki wsunęły się ufnie w szeroką dłoń mężczyzny. Słuchała uległa, grzeczna, potulna. Poczuła pod palcami fakturę spracowanych rąk, ciepło, szorstkość, która idealnie pasowała do jej gładkości. Oplotła go palcami jak istota z głebin mroczniejszych niż dno oceanu i zrobiła to tak, jakby obiecywała mu euforię i słodki nektar cudowności, nie groźbę. Jej oczy prześlizgnęły się po twarzy, dostrzegła czerwone pręgi po swoich paznokciach i wydęła z skruchą dolną wargę. Naprawdę brzydko go potraktowała, tracąc panowanie nad temperamentem. Stawiała kroki cicho, lekko, poruszając się tak, jakby doskonale znała to miejsce, a i może faktycznie tak było.
    - Oddajesz mi więcej... - zapewniła, bo to co zdradził, nic nie znaczyło. Chciała go całego, jego oddania, serca, życia i duszy. Chciała, aby gotów był na wszystko, skoro związała ich toń, która nie miała granic i docierała wszędzie. - Jestem Seline - dodała, zdradzając jedynie imię, bo to ono było prawdziwe. Nazwisko przybrała po tym, za którym odeszła jej wolność, za którego zapłaciła zbyt drogo i który niemal ją zniszczył. - Gawren Zarević, to dobre imię - uśmiechnęła się łagodnie, ciepło, stawiając krok za krokiem za jego śladami.
    W jej oczach błyszczała obietnica, której mógł zawierzyć. Gdy ściany przejścia zaczęły się zwężać, a on prowadził ją, mocno obejmując dłoń, tylko pozornie dla własnej równowagi uniosła drugą i przesunęła po koszuli Gawrena, aby oprzeć nisko na piersi. Przy sercu. Zwolniła, aby sie nie spieszył, aby szedł w zgodzie z rytmem, który wybijało jego ciało. Pod opuszkami czuła w jednej dłoni jego skórę, w drugiej bicie jego życia. Należał do niej. Z zadartą głową, wpatrywała się w jego twarz, ucząc się linii, rys, cieni. Chciała go znać. Budził w niej mieszaninę tego co kojące i tego, co napięte. A kiedy puścił jej dłoń, powoli odsunęła się i weszła na szczyt latarni, od razu oddychając morzem głeboko, aby jego głos wypełnił ją całą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. W milczeniu podeszła do krawędzi, wyprostowana, dumna i spokojna. Gdy usłyszała, że Gawren jest tuż obok, że podchodzi i zatrzymuje się za nią, zawahała się na moment, jakby w obronie własnej czułości, którą odczuwała. Jej oddech był równy, lecz pełen niepokoju, jakby każda sekunda była dla niej walką między instynktem, a sercem. Uważnie spojrzała na Gawrena, a jej oczy, głębokie i pełne odbitych z oddali fal i sztormów, zdawały się patrzeć przez niego, do samego wnętrza morskiej głębi.
      - Obłęd to moja czułość i to nie tylko dotyk - wyszeptała cicho, jej głos był jak szelest fal, co łagodnie uderzają o brzeg. - To ostrożność, to słowa, które nie ranią, nawet kiedy są najpotężniejsze. Wiesz, ja bardzo boję się tego, co może się wydarzyć, gdy rzucimy się w tę pełnię - przyznała, poruszając się delikatnie, aby musnąć grzbietem dłoni jego ręki nieopodal swojej.
      Nie miała nic. Była przed nim obnażona. Pokazywała najgłebiej skrywane pęknięcia tej idealnej fasady, która go przyciągnęła od pierwszego wieczoru w tawernie. Wiedział kim jest i dlaczego do niej dotarł, a więc musiał zrozumieć. A ona musiała mu zaufać, choć to było najgorsze ryzyko, jakie mogła podjąć.
      - Morze nie składa obietnic i nie jest nic nikomu winne. A w tym, co najdelikatniejsze, kryje się największa siła. Ono rozumie, ale tylko wtedy gdy świat wokół zaczyna się rozmywać. - dodała.
      Jej oddech stał się dłuższy, a jej ciało, choć jeszcze pełne ostrożności, zaczęło się coraz bardziej otwierać na jego obecność. Przez chwilę stała jeszcze nieruchomo, pozwalając morzu smagać się i wdzierać w każdy fałd szerokiej koszuli i splątanych ognistych fal, które w mroku nocy przypominały kolorem zaschniętą krew. A potem obróciła się powoli i delikatnie, bez pośpiechu, uniosła dłoń, by musnąć wierzchem palców czerwone smugi na jego licu.
      - Dotarłeś do mnie nie dlatego, bo ciebie wołałam, ale dlatego, bo odpowiedziałeś na wezwanie morza i ono nas związało... Kim więc jesteś, że potrafisz odszukać przeklętą syrenę? - spytała szeptem, aby nie przeszkadzać falom szumieć i wiodła spojrzeniem za sowimi palcami, które z troską gładziły jego twarz.


      Selinka 🧜💖

      Usuń
  21. W panującym w ładowni półmroku nie potrafiła zbyt dokładnie określić jaka jest właściwie pora dnia. Teoretycznie po uprzednim parominutowym wsłuchiwaniu się w liczne dźwięki dochodzące z pokładu i upewnieniu się, że żaden z licznie pracujących na statku marynarzy nie planuje w najbliższym czasie zejścia na dół, mogłaby wyjść na parę sekund zza skrzyń i sprawdzić w jakiej pozycji znajduje się słońce, lecz wolała nie ryzykować. Ostatecznie i tak nigdzie się teraz nie wybierała. Nie była przecież rybą, czy inną wodną istotą, a co za tym idzie nie posiadała skrzeli. Nie była też aż tak głupia, by usiłować ukraść im pod samym nosem szalupę ratunkową. Zresztą, bądźmy szczerzy, zostałaby przez nich doścignięta, nim w ogóle dopłynęłaby chociażby do połowy drogi dzielącej ich od względnie bezpiecznej linii horyzontu. Mogła jedynie czekać na szczęśliwe zawinięcie do docelowego portu albo odkrycie, cokolwiek nie wydarzyłoby się wcześniej.
    Ciche skrzypienie desek wyrwało ją z niezwykle lekkiego snu i zmusiło do zwiększenia zwykłej baczności. W miarę jak kroki się zbliżały, instynktownie wbijała się coraz mocniej plecami w ścianę aż w końcu całkowicie zabrakło jej miejsca. Wstrzymała też oddech, mając nadzieję że nie zdradzi jej hałas serca, które w tej chwili biło tak jakby zaraz miało wyskoczyć jej z klatki piersiowej i potoczyć się po przesiąkniętej zapachem soli i przypraw podłodze. Na migi dała znać jastrzębiowi, że on również ma zamrzeć, po czym wzniosła modły do Leżącego, by w całej swojej łaskawości pozwolił jej wyjść z tych tarapatów w jednym kawałku. W momencie jednak, gdy ręką obcego zacisnęła się uporczywie na jej przydużych ubraniach, zaczęła wątpić w jakiekolwiek sprawcze moce tego ossanorskiego bóstwa. Uczucie to pogłębiło się jeszcze bardziej, gdy nieznajomy pociągnął ją gwałtownie bliżej trzymanej w drugiej dłoni latarni stanowiącej główne źródło światła w tym pomieszczeniu. Aż zmrużyła oczy.
    - Już raczej podróżnik na gapę. – Uśmiechnęła się nieznacznie, widząc jak jej wierny ptak najpierw wzbija się do lotu, po czym w błyskawicznym tempie pikuje w stronę mężczyzny, gotów zajadle bronić swojej właścicielki. Szczęście w nieszczęściu, że podczas tej niespodziewanej szarpaniny jakimś cudem nie spadł jej z głowy kaptur, więc przy odpowiedniej modulacji głosu mogła próbować dalej trwać w swej chłopięcej roli przynajmniej jeszcze przez pewien czas. – Znikąd nie uciekłem. Nie służę nawet na żadnym okręcie ani dworze. A teraz lepiej mnie już lepiej puść, bo Lucky jeszcze gotów rozszarpać ci nie tylko całe ubranie, ale także skórę. – Ostrzegła, przekręcając głowę w taki sposób, by móc jak najlepiej obserwować poczynania swego skrzydlatego rycerza. – Jestem zwyczajnym sierotą z ossanorskich ulic.

    Aktoreczka Rain

    OdpowiedzUsuń
  22. W ciszy, którą przerywał jedynie oddech morza i szum fal, Seline poczuła, jak jej serce zaczyna bić coraz mocniej, jakby próbowało wyrwać się z więzów tego, czego nie rozumiała mimo upływu kolejnych lat. Jej dłonie, które wcześniej trzymały się niewidzialnej granicy odległości, a potem musnęły z troską zadrapania, które sama zrobiła, teraz powoli zaciskały się na jego ramionach, jakby chcąc jeszcze mocniej przytrzymać tę chwilę, by nie uciekła. I jego, tak blisko, by poczuł jej oddech i drżenie serca, o którym nadal nie miała odwagi mówić. Syreny były silne, niekiedy szalone i dzikie, a ona nawet tak potłuczona i nieswojo ludzka jak teraz, nie chciała być nikim. Spojrzała mu w oczy, pełne tajemnic i odcieni nieznanego, a mimo chłodu nocy, poczuła, jak w jej ciele rozlewa się ciepło.
    Czuła drżenie ramy, w której utknęła i tłoczoną żyłami krew Gawrena, która wzburzała jej własną. Byli jak dwie wody, oddzielne i pozornie różne, ale wierzyła... chciała wierzyć, że morze nie połączyło ich, by nie płynęli osobnym nurtem. Opuszki przez koszulę wyczuły twardość od pracy w rejsach a Seline, z każdym słowem uciekała spojrzeniem po twarzy Gawrena, łapiąc szczegóły. Suche od wiatru usta, spieczone czoło, czujne oczy i szorstkie dłonie. Miała wrażenie, że jest spięty bez powodu, ale podobała jej się siła, coś pierwotnego, co czuła przy sobie.
    - Morze może mówić różne rzeczy - szepnęła cicho, głosem pełnym łagodności i bólu jednocześnie - ale to, co usłyszymy, zależy od tego, kto słucha i na co jest gotów. A ja… ja słyszę w nim twoje imię, łagodnie i bez strachu. Może to właśnie jest tajemnica tego, co nas łączy - dodała, a jej oddech, wbił się między nich , jak fale na brzegu.
    Odsunęła się nieco, poczuła jak barierka wbija jej się w krzyż i zmusza do ulełgłości i uniosła spojrzenie, by spojrzeć na niego z bliska. W tym nocnym blasku jej oczy jak dwa świetliki rozświetliły się od tego, co widziała a usta rozciągnął słodki uśmiech. Czułość, bez psotności, z jaką wirowała na pokładzie Wiecznego. Dotknęła delikatnie jego twarzy, jeszcze raz tak ostrożnie, jakby próbując odczytać ukryte w niej sekrety, które zna tylko morze.
    - Może jesteś dziedzicem głebi.... - powiedziała niepewnie z cichym uśmiechem, choć w jej głosie kryła się także nuta melancholii. - Ważniejsze dla mnie jest to, co czujesz, gdy jesteś przy mnie. Kiedy mnie słyszysz przez fale i wiatr i do mnie płyniesz. Morze nie pyta, czy jest łagodnym czy burzliwym, ono po prostu jest. Tak samo jak ty - stwierdziła, dostrzegając w nim zadrę wspomnień dla niej obcych i nieznanych.
    Seline czuła się obco od lat, tam gdzie zmuszona została żyć. Wiedziała, co znaczy inność i niezrozumienie, ale ona... ona taka była od zawsze i wiedziała, czego chce od niej los. Wiedziała również, czego sama od niego oczekuje i czego nie omieszkała brać. Nie była zagubiona, choć nie opuszczały ją lęki i niepewność.
    Jej palce powędrowały do jego dłoni, które jeszcze chwilę temu trzymały ją na uwięzi, a teraz, delikatnie i powoli, zacisnęły się na nich, splatając ich palce. W tej chwili nie było potrzeby żadnych słów, bo wszystko, co musiała powiedzieć, rozbrzmiewało w zmieszanych z bliskości oddechach, w spojrzeniach, które mówiły więcej niż to, co pisano w uniesieniach. Potrzebowała go. On odpowiedział na jej wezwanie. Zostanie sobie przeznaczeni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. W powietrzu zawisła niewiadoma, jak tajemniczy sygnał, że to już się rozpoczęło. Jej oczy zatrzymały się na ustach Gawrena i rozchyliła swoje, zupełnie spragniona czegoś, czego dawno nie miała. Morze, księżyc i gwiazdy zawierały w sobie coś więcej, jak odgłos przeznaczenia, które złączyło ich losy na zawsze. Ona już wiedziała, że czeka ich jeszcze wiele burz, to było silniejsze niż najpotężniejsze fale, to... uczucie. Na chwilę zamknęła oczy, a świat wokół zniknął, zostawiając tylko to jedno, niepowtarzalne spotkanie pełne tajemnic, nadziei i obietnicy, którą wyśpiewał im jedynie wiatr i szum morza.
      - Zanurzysz się ze mną w morzu? - poprosiła cicho, niemal bezgłośnie, uchylając powieki, by z nadzieją popatrzeć mu w twarz. - Pokażę ci prawdziwą siebie... Nie musisz niczego rozumieć, ale może... może ukoję twoje szepty - powoli gładziła opuszkami wnętrze jego dłoni, jego palce, jego nadgarstki, jakby tym dotykiem wodziła i prosiła. Potrzebowała go.
      Chciała go poprowadzić do zatoczki za latarnią, niedaleko. Dzikiej, zapomnianej i choć wydawała się w oddali zarośniętą krzewiną, pełną walki piasku, fal i wodnej zieleni, woda była tak krystalicznie czysta i odbijała nocą księżyc oraz gwiazdy jak lustro. I to jedyne miejsce, gdzie nie czuła takiego bólu, bo może tam straciła duszę.

      Selinka kruszynka

      Usuń
  23. Wszystko wokół zdawało się zwalniać, jakby świat przestał oddychać razem z nimi. Seline pokazywała swoje pęknięcia, mimo obeitnic składanych samej sobie nad wodą wiele lat temu. I nie wahała się. Nadal tliła się w niej wiara i nadzieja, że człowiek nie jest gorszym potworem od niej gdy woła ją zew głębin.
    Uśmiechnęła się krótko i zawróciła. W jej spojrzeniu przemknęła jasna iskra, jak blask słońca wędrujący na grzbietach fal. Nie ukrywała tego, ile ją to kosztuje i jak jest cenne, wierząc, że Gawren nie tylko słyszy jej śpiew, ale szepty pozwalają mu rozumieć morze.
    Ta jedna chwila, choć krucha jak szkło, trzymała ją na granicy rozsypania się w pył. Wpatrywała się w niego, próbując odnaleźć w jego oczach cokolwiek, co wyjaśniłoby to, co odczuwali i co wciąż było tak niezrozumiałe; czy to była tylko iluzja, czy może prawdziwe spotkanie z tym, co skrywała głęboko pod powierzchnią. Wszystko pozostawało tak nierealne, a jednak namacalne.
    Seline, z delikatnym uśmiechem chwyciła jego dłoń, pozwoliła mu objąć swoje szczupłe palce i sycąc się ciepłem męskiej twardej skóry, ruszyła znów schodami drogą powrotną w dół, myśląc jeszcze, że czasami najważniejsze słowa to te, które nigdy nie padły. I choć wciąż nie wiedziała o nim wiele, wiedziała, że to właśnie on był kluczem do jego własnych, nieodkrytych jeszcze lądów i chciała, aby odgonił jej zgubę
    Gawren mógł czuć, jak dłoń Seline lekko drży pod jego palcami, jakby sama odczuwała tę logiczną niepewność. Nie wahała się w lekkich krokach, prowadząc go już wokół latarni do miejsca, gdzie mógłby zrozumieć, kim ona jest, ale cała reszta pozostawała niewyjaśniona. Potrzebowała go, ale może to on był tym, który najbardziej potrzebował jej? Może to, co się działo, było próbą, którą oboje musieli przejść, by odnaleźć własne prawdy? Morze miało swoją siłę i swoje mądrości i ani syrena, ani żadne inne stworzenie nie mogło mierzyć się z tym żywiołem... mogli tylko słuchać i podążać.
    Minęli płaskie wejście i poprowadziła go dalej, nie oglądając się ani na latarnię, ani na strażnika, który był niedaleko. Nocny wiatr poderwał do tańca ogień z jej ramion, a w jasnej twarzy odbijała się świetlista łuna księżyca. W jej głowie pojawiła się myśl, którą próbowała odsuwać od siebie jak najdalej: czy to, co robią, ma jakiś sens? Czy to tylko ułuda, gra światła i cienia, czy może początek czegoś naprawdę ważnego? Zamiast się nad tym zastanawiać, pozwoliła sobie na chwilę zanurzyć się w tej ciszy, w której wszystko miało swój własny rytm. Echo ich kroków zrównało się z rytmem jej serca, a ono samo zwolniło, jakby budowało most między ciałami i Seline wiedziała, jak wiele ryzykuje i jak bardzo zbliża się do kolejnej własnej zguby.
    Nie mówiła nic, bo słowa byłyby teraz zbyt ciężkie, zbyt niepotrzebne. Oblizała suche wargi, czując sól w powietrzu i pochyliła się, czmychając pod niskimi zaroślami do ukrytej ścieżki. Jej drobne palce z niebywałą siłą wiodły Gawrena. Gdy dotarli w niemal smolistej ciemności do krawędzi wyznaczanej przez biały piach zatoczki, przystanęłą. Ich sylwetki nadal musiały być pochylone, pozostawały ukryte w niskiej gęstwinie, która haczyła ubrania i włosy, gdy syrena obróciła się i płynnie przylgnęła do jego sylwetki, zaglądając mu w twarz szeroko otwartymi oczami. Wydawała się na równi wystraszona i zdeterminowana, a jej nadzieja płonęła jak ogień narażony na silne podmuchy. W trwodze.
    - Chcę być pewna, że się nie wahasz - zaznaczyła cicho, układając uwolnione dłonie na jego żebrach, przy koszuli pod którą czuła tak kuszące ciepło, twardość i puls.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Jego oddech mieszał się z jej, a ich ciała zdawały się wreszcie rozpoznawać siebie na nowo, jakby to, co było wcześniej, nie miało już znaczenia, lub chwytało je na nowo. Dopasowała się do niego jak woda, drobne piersi przesunęły się po torsie, a płaski brzuch przykleił do mięśni, gdy Seline jeszcze na domiar tego, nienasycona bliskością, wspięła się na palce.
      Głos uwiązł jej w gardle, a serce zabiło mocniej, gdy dostrzegła nieznane jej światło w jego oczach. Poczuła, że to nie ona prowadzi, lecz oboje razem, jak dwie fale, które nie mogą istnieć osobno. Powoli, bez wahania, ale z świętą ostrożnością powiodła dłońmi po koszuli, badając to drżenie i spięcie przy żebrach, które odpowiadało na to, że tu była. Musnęła jego ramiona i sięgnęła do sznureczka, jaki wiązał jej luźne ubranie przy szyi.
      - Chcę żebyś naprawdę mnie zobaczył, skoro już potrafisz słuchać - powiedziała teraz niemal szeptem, cicho, ostatkiem tchu, jakby nawet noc nie miała prawa być ich świadkiem.
      Rozsupłała kokardkę, zrzuciła z siebie powoli koszulę odkrywając drobne ciało o chudych kostkach, a potem spódnica wylądowała w piachu u jej stóp, a kolejno trzewiki i kobieta zadrżała od jego spojrzenia i chłodu nocy. Oczy wlepione w niego były badawcze, ostrożne, gotowe do popłochu na jeden fałszywy znak. Jedną nieszczerą myśl. Znów ujęła go za dłoń, ostrożniej jeszcze niż wcześniej i wyszła z krzewin, pokazując ich razem gwiazdom i falom, które tutaj śpiewały inaczej. Kojąco.

      Selinka 🌊

      Usuń
  24. Piach obejmował troskliwie każdy krok, a pragnienie wody rosło w niej mocniej, rozsadzając serce. Wiedziała, że zaraz gdy się odsłoni, nie będzie mieć już żadnej drogi ucieczki, a Gawren zobaczy to, co odbierało innym zmysły i życia. Seline stanęła w miejscu, gdy woda zatoki obmyła ich do kolan, jakby nagle utraciła siłę, a jej ciało zaczęło drżeć pod naporem własnych emocji. Nocny wiatr muskał ich czule, drobne dreszcze ozdabiały najpiękniej ich ciała - to opalone i to świetliście blade. Wahanie malowało się na jej twarzy jak cienka, niepewna kreska, której nie potrafiła przekroczyć. Oczy jej pełne były sprzecznych myśli, z jednej strony pragnęła ulec, zatopić się w tym uczuciu i zaufać temu, co pulsowało między nimi niczym nieujarzmiona fala, z drugiej zaś, strach przed tym, co się stanie, gdy pozwoli się pochłonąć tej chwili dławił i ściskał ją za gardło.
    Jej dłonie, choć chłodne i drżące w tremie, próbowały się cofnąć, jakby chciały się oprzeć temu, co nadchodziło, ale pozostały na ciepłym torsie, pod którym biło mocne serce. Silne i wytrzymałe. To ona go tu zwabiła, ściągnęła go bez siły, ale urokiem, a on... on nie był tylko ufny, ale oddawał się morskiej przysiędze, którą może złożył ktoś, kto już dawno nie stąpał wśród żywych. Zatrzymała się na moment, jakby wahanie jeszcze raz próbowało ją zatrzymać, wyrywać z objęć niepewności. W jej oczach pojawiła się błysk trwogi, jakby widziała przed sobą nieznaną głębię, której nie potrafiła poznać, i obawiała się, że może w niej się zagubić. Utonąć wraz z nim.
    Jego spojrzenie, pełne pragnienia i chciwości, pozostawało nienachalne. Była w nim ciepłota, która otulała czule i Seline nie pragnęła niczego więcej, jak nadal to otrzymywać... po tym, jak się odsłoni w pełni.
    - Nie musisz się bać - wyszeptała z delikatnością, którą nie rozpieszczała innych. Ukojenie miało objąć ich oboje, bo w tej chwili, to ona ryzykowała więcej.
    Głęboki oddech, pełen wilgoci i soli, napełnił jej piersi, jakby chciała się wzmocnić na wszystko, co miało nadejść. Na ustach pozostało subtelne mrowienie po pocałunku, który jej podarował, a pod dłońmi pulsowało ciepłe męskie ciało. I choć wciąż miała w oczach ten wewnętrzny konflikt, to całe ogromne zagubienie, powoli, jakby pod wpływem jego słów i czułego dotyku, jej wahanie zaczęło się rozpuszczać.
    Na krótką chwilę znalazła się bliżej, jak w akcie desperackiej waleczności, choć była sowim własnym przeciwnikiem. Zacisnęła dłonie na jego torsie, jakby szukając w nim oparcia, przycisnęła nagie piersi do skóry Gawrena i uniosła się na palcach, cicho wzdychając mu znowu w usta, gdy musnęła go przelotnie, jakby wyrażała najskrytszą zgodę na tę chwilę. W jej oczach pojawiła się iskra, odważniejsza, zdecydowana, wojownicza jakby zyskała odwagę, by przejść przez własne lęki. I choć jeszcze nie była pewna, czy to, co się dzieje, jest bezpieczne dla niej, postawiła krok naprzód. Cofnęła się, wypuszczając go z swych objęć i uwalniając swoje dłonie. Ugięła kolana, pozwalając wodzie odzyskać to, co należało do niej.
    Księżyc i szum morza były ich świadkiem, gdy twarz Seline wykrzywił grymas bólu, a sylwetka zginęła pod kolejną falą piany, wygięta w niemej torturze. Syrena, kobieta o delikatnych rysach i drobnej sylwetce, na lądzie była więźniem własnej ludzkiej natury. Jej ciało drżało, gdy próbowała powstrzymać narastający ból, a skóra która jeszcze przed chwilą była miękka i ciepła, zaczynała sztywnieć, pękać i krwawić, jakby sama próbowała się uwolnić od niewygodnej formy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Zanurzyła się dalej w mieliźnie, gdzie zaczynała się przemiana, a jej ciało, które na lądzie było bez sił, powoli nabierało morskiej potęgi. Skóra przemieniła się w bledszą, twardą powłokę, którą można by porównać do zimnego kamienia, pokrytą żyłkami błyszczącego, niepokojącego światła głebin. Mieniące się jak klejnoty i tęcza łuski pojawiły się na skroniach, na twarzy przy kościach policzków, objęły piersi i smugą schodziły niżej. Rysy jej delikatnej urody się wyostrzyły, a smukłe dłonie nabrały makabrycznie drapieżnej formy dzięki długim pazurom. Jej oczy, pełne bólu i rozpaczy, rozświetlały się teraz zimnym, nieprzyjaznym blaskiem, jakby w nich tliła się niepokojąca świadomość, że należy do bezkresnej wody.
      Ta przemiana była rozdzierająca, od człowieka pełnego bólu i krwi, do morskiej istoty, której skórę pokrywała szklista, twarda łuska. Nogi Seline zaczeły się rozdzierać, jakby sam ocean chciał je wyrwać z jej ciała. Kości pękały i wyginały się, zmieniając kształt, który przypomina rybi ogon. Skóra zanurzona w wodzie, nabrała lśnienia i po chwili jego oczom ukazął się mocny ogon o szerokiej płetwie; odcienie błyszczącej zieleni, błękitu i srebra zaczęły tańczyć i mieszać się na jej ciele. Nie krzyknęła ani razu, poddając się procesowi i naturze. Ale milczenie kosztowało ją kolejne siły.
      Podczas tej przemiany dotykał jej niewyobrażalny ból i chaos, lecz jednocześnie pojawiało się uczucie ulgi i wolności, jakby odrzuciła ciężar lądu. Ogon syreny wyciągnął się i wygiął wdzięcznie, gdy oparła się dłońmi o piach mielizny, częściowo zanurzona w wodzie. Miała piękną, choć dziką formę- smukłą, elastyczną i błyszczącą, ozdobioną łuskami, które migoczą w świetle głębin. Patrzyła na niego niepewnie, wycieńczona i słabsza, niż mógł przypuszczać. Wyciągnęła do niego jedną rękę, jakby nie tylko słowa zbyt wiele ją teraz kosztowały, ale i oddech. Wargi miała drżące, a oczy zaszklone mgłą własnego cierpienia.
      W głębinach czekała na nią wolność, a każdy krok na lądzie był bolesnym przypomnieniem tragedii, którą musiała przejść, by stać się porzuconym potworem oceanu. Ale nie pragnęła niczego tak bardzo, jak wrócić i być potworem wolnym.


      Seline 🧜‍♀️

      Usuń
  25. Seline znała ten ból, który rozrywa tkanki, kruszy kości i przywraca jej kształty takie, jakich żądało morze. Nie przychodziła do zatoczki zbyt często, a z roku na rok coraz rzadziej, bo odbierało jej to oddech i siły dostatecznie długo, by jej nieobecność została zauważona. Nie mogła tu mieszkać i żyć, zbyt szybko ktoś by ją wyłapał, musiała więc chronić również to miejsce - na sój sposób dla niej święte. Tu ostatni raz była wolna, tu straciła duszę, ale i tu... odzyskiwała wiarę.
    Patrzyła na niego przez chwilę, jakby próbując odczytać w jego oczach coś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać. W jej spojrzeniu mieszała się tęsknota, strach i odrobina nadziei, jakby odwracając się od własnej niedoli, próbowała odnaleźć swoje odbicie w jego słowach. Powietrze między nimi drżało od jej bólu i jego odkrycia, odcisnęło się w szeptach fal, które uderzały o brzeg z nieposkromioną siłą i obmywało ich tak, by nie mogli zapomnieć, jaki żywioł ich naznacza.
    - Tak… tylko tutaj - szepnęła, jakby wypowiadając zakazany sekret i ścisnęła jego dłoń, aby jej nie puszczał. Nie zostawiał. - Tylko tutaj, w tym miejscu, gdzie morze i człowiek mogą się spotkać bez iluzji.
    Zdecydowana, by nie pozwolić, by to, co się dzieje, uciekło jej z rąk, przesunęła się jeszcze bliżej. Ich oddechy splatały się w jednym rytmie, a fale, choć zimne i nieprzewidywalne, zdawały się milczeć na znak zgody. Jej palce, jeszcze drżące od emocji, zatopiły się w jego koszuli na ramionach, a gdy syrena zamknęła oczy, jakby próbując zatrzymać w sobie wszystko to, co właśnie się działo, nadeszła silniejsza woda. Wysoka fala nie zatrzymała się na nich, lecz popchnęła mężczyznę w toń syrenich objęć.
    Seline objęła Gawrena mocno, pociągnęła za sobą i odnalazła jego usta, by oddać mu swój oddech czule i głęboko. Z zaufaniem, które pojawiło się wraz z przypływem. Jego odwaga nie polegała na braku lęku, lecz na pójściu za nią mimo legend i przestróg.
    Seline, z jej łuskami błyszczącymi w blasku księżyca nawet pod wodą, odwróciła się i zatańczyli oboje w morskiej toni powoli, jakby chcąc jeszcze raz sprawdzić, czy to, co się dzieje, jest tylko snem. Jedno jej spojrzenie, pełne zarówno obaw, jak i nadziei, mówiło wszystko, że to właśnie tutaj, na granicy legendy i prawdy, zrodziła się ich obietnica.
    Morze szumiało dalej, a w głębi zatoki, gdzie nie sięgał żaden wzrok, cicho kołysały się odwieczne tajemnice razem z dwojgiem ciał, gdy wynurzyli się na powierzchni. Pozwoliła mu złapać oddech samemu, a potem znów rozkosznie porwała go pod wodę, śmiejąc się tak, aż mu zadzwoniło w uszach, gdy wciągała go głebiej i by przetrwać musiał się jej poddać i jej zaufać. Jej dłonie podtrzymywały go pewnie i zarazem ostrożnie, a ogon bił toń, nie pozwalając im zatonąć. Mogła go uratować albo utopić, a teraz... chciała się przekonać, czy na pewno wierzy w nią i siłę morza. Ona jego była pewna.
    Seline wiedziała, że jeśli go straci, sama odejdzie w zapomnienie. Nie mogła jednak porzucić tego kim jest, że lubi się bawić, że psoci i pokazuje swój temperament. Czuła, jak jego ramiona zacieśniają się wokół niej, gdy wrócili nad fale. Długie palce przeszły po koszuli do jego szyi i Seline objęła za kark Gawrena, aby znów go pocałować. Mocno, by odebrać ten oddech, który wcześniej mu podarowała. Jej silne ciało było wciąż od niego drobniejsze i smukłe, a przy przylgnęła do torsu kupca z słoneczną skórą, cicho westchnęła, spijając jego ciepło.

    Selinka

    OdpowiedzUsuń