1 stycznia 2026

[KP] Zanurz się

Esme L.
Esme L.
26, Ossanor | córka niemagicznej(?) kobiety i utopca | twarz dziecka, ręce starca | właścicielka Łaźni uzdrowiskowej „U Esme” | fałszywy glejt miejski | nazwisko rozmazane atramentem | półksiężyc za uchem jako pamiątka po burdelowej codzienności | nieźle gra w kości — zwłaszcza o fanty

Była strachem i winą. Chwilą błogiego zapomnienia i zawodem wschodzącego słońca. Przyniosła wilgoć i brud, jeszcze zanim wydała z siebie pierwszy płacz. Otulona ciężką parą i mokrym, klejącym się szlamem.

Oddana w pierwszych dniach życia. Wychowana w ossanorskim burdelu, gdzie początkowo zajmowała się tylko prowadzeniem domu i sprzątaniem. Z czasem wymagano od niej więcej, a ona robiła wszystko, by grać w cudze gry na swoich zasadach.

Proponowała kąpiele, relaks, szepty. I choć zwykle nie zdejmowało to konieczności oddania własnego ciała, zaczęła być postrzegana jako coś, po co się wracało. Potrafiła dać chwilę wytchnienia i wyciszyć spragnione spokoju dusze. Jej dłonie rozluźniały, a mieszanki kąpielowe, które tworzyła, działały odprężająco.

Była zbyt inna i zbyt dosłowna. Zbyt wyraźna, by zostać tam na zawsze, o czym wiedział jeden z bogatych urzędników. Ten sam, który tak chętnie smagał jej ciało trzcinowymi witkami i rozlewał po ich ciałach wosk. Wiedziała, że nie może zostać u jego boku. Tak jak nie mogła dłużej zostać w burdelu, wśród zazdrosnych kurtyzan i opiekunki, która w swojej kieszeni pozostawiała coraz więcej soli.

Urzędnikowi dała się wykupić, a on mógł cieszyć się własnością tylko przez jeden, krótki krzyk. Utopiła go podczas pierwszej kąpieli i uciekła, kradnąc pierwszą lepszą sakiewkę.

Niewielka ilość monet wystarczyła, by miała co jeść przez pierwsze tygodnie. Nie wynajmowała noclegów, bo nie miała nazwiska. Ani dokumentów. Tułała się po opuszczonych domach, co chwilę zmieniając dzielnicę Ossanoru. Miasto ukryło ją pod swoim płaszczem, pozwalając na dodatkowy rzut kością.

Aż w końcu natrafiła na starą, dawno nie działającą łaźnię miejską. Miejsce, w którym po raz pierwszy zdołała nabrać powietrza. Kupiła ją za ostatnie monety i wyremontowała, oddając ciało ten jeden, ostatni raz.

By móc robić to, co kochała. Dawać chwilę wytchnienia. I już nic nie miało znaczenia.

Klienci przychodzą do niej z bólem pleców i spięciem w głowie. Płacząc i ciesząc się. A ona klęczy przy każdym z nich z taką samą czułością, sunąc zniszczonymi dłońmi po kręgosłupie, chowając twarz w gorącej parze.

Długie włosy, niegdyś luźno spadające na niewielkie piersi, teraz związane szeroką wstążką, by nie przeszkadzały w pracy. Jej twarz, skupiona, równoważyła siłę spojrzenia. Ciało miała skryte pod długą suknią, bo dla niej nagość dawno przestała bratać się z pożądaniem. Na komplementy odpowiadała jakkolwiek, bo dawno przestały być walutą.

Oferuje kąpiele z makiem na sen i z lawendą na zapomnienie. Dla tych, którzy chcieli zejść głębiej, miała ciszę, sól i wodę, która potrafiła zatrzymać oddech na ułamek sekundy dłużej. A każde kolejne utonięcie uziemiało ją w teraźniejszości.

Chętnie słucha i szepcze odpowiedzi. Zazwyczaj przyjazna, ale zbyt mocno zdystansowana. A kiedy para opada, każdy wie, że wyjdzie od niej lżejszy — choć niekoniecznie lepszy.

To było jej miejsce.

Hej!
To mój eksperyment, więc róbmy szalone rzeczy
Wizerunek zmodyfikowany z Pinteresta
wedsdxxc@gmail.com

7 komentarzy:

  1. [Bardzo fajny ten eksperyment! <3 Ciężki los jej zgotowałaś, pewnie sama ona jedynie wie, ile ją kosztowało, aby dotrzeć tu, gdzie jest teraz. Mam nadzieję, że nie będzie już musiała być od nikogo zależna i zmuszana do poświęceń. Odezwałam się na maila w sprawie wątku <3]

    Księciunio

    OdpowiedzUsuń
  2. [Bardzo ciekawa, spójna historia, której nie można pozazdrościć ani trochę! Ale to wszystko udowadnia, jak dzielną i inteligentną dziewczyną jest Esme, że mimo beznadziejnego startu w trudnej rzeczywistości, spróbowała i zdołała sięgnąć po swoje. To teraz niech żyje w wiecznym spokoju i dostatku. Udanej zabawy! <3]

    Eran Morwick

    OdpowiedzUsuń
  3. [Aż zimno się robi na myśl, że podobne historie potrafią jeszcze zdarzać się naprawdę, choć wiek mamy już zupełnie inny. Oby Esme nigdy więcej nie utraciła wolności.
    Życzę powodzenia z kolejną postacią.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [o i jaka ona cudna. Druga kreacja wyszła ci intrygująco, że aż chce się ja bliżej poznać. Sama historie połknęłam w całości za jednym zamachem.
    Życzę dobrej zabawy, wątków i nieustającej weny ;)
    Baw się dobrze i zapraszam jak coś do siebie ]

    Płomyczek

    OdpowiedzUsuń
  5. [Esme jest absolutnie cudowna. Pięknie opisałaś jej tragiczną historię. Uwielbiam, jak postaci biorą los w swoje ręce i działają, nie poddają się. Jeśli chodzi o Maureen, ma szczególną słabość do takich osób, więc może panie mogą ubić jakiś interes?
    Mam nadzieję, że będziesz się z Esme świetnie bawić!]

    Maureen Velathrys

    OdpowiedzUsuń
  6. [Oho, będziemy ją obserwować! 🤩 Wyszła świetna. Dzielna, skrzywdzona i silna. Nie dała się złamać, przekuła nieszczęście w sukces! Kibicuję bardzo, aby znalazła jeszcze jedno, o czym tu się nie wspomina. Miłość. Coś dobrego i lekkiego dla serca. Ciepło.
    Baw się dobrze i jakby co... Wiesz, że jesteśmy niedaleko! ❤️]

    Selinka

    OdpowiedzUsuń
  7. Alistair miał już dość sztywnej etykiety, którą musiał nosić niczym ciasny pancerz w marmurowych korytarzach. Tutaj, w Ossanorze, powietrze było gęste od zapachu ryb i taniego łoju, ale niosło ze sobą coś, czego w domu brakowało mu najbardziej, swobodę bycia anonimowym draniem. Bez szpaleru strażników nasłanych przez matkę i bez wścibskich oczu dworskich urzędników, czuł, że miasto należy do niego. Zaczął od wizyty w jednej z portowych karczm. Miejsce było głośne i brudne, ale podawali tam trunek, który uderzał do głowy szybciej niż aldreńskie wino. Alistair, z rozpiętym pod szyją kaftanem i nieco mniejszą dbałością o nienaganną postawę, wychylił kilka szklanek, czując, jak przyjemne ciepło rozluźnia mu mięśnie i wyostrza zmysły. Pragnął iskry, której nie potrafiły rozpalić nudne debaty o cłach i prawie Lekko wstawiony, ale wciąż kontrolujący sytuację, ruszył dalej, tam, gdzie złoto zmieniało właściciela w rytm rzucanych kości. Dom Gier przywitał go dymem i gorączkową atmosferą hazardu. Przechadzał się między stołami z nonszalancją drapieżnika na wakacjach, aż jego wzrok spoczął na niej. Siedziała przy bocznym stoliku, urocza blondynka o słodkim uśmiechu, który właśnie stał się jeszcze szerszy, gdy zgarnęła ze środka pulę monet, zostawiając swojego przeciwnika z miną zbitego psa. Alistair, czując przypływ zuchwałości, odsunął krzesło i dosiadł się bez pytania.
    - Szczęście bywa kapryśne, ale widzę, że dla ciebie zrobiło dzisiaj wyjątek - odezwał się, a jego głos, choć lekko zachrypnięty od alkoholu, wciąż ociekał tą samą irytującą pewnością siebie. Wyjął z sakiewki złotą monetę z wybitą pieczęcią Aldrenu i zaczął nią obracać między palcami, bacznie przyglądając się dziewczynie - Skoro idzie ci tak dobrze, może sprawdzisz się z kimś, kto nie boi się przegranej tak bardzo jak ten nieszczęśnik przed chwilą? - skinął głową na odchodzącego gracza - Proponuję wspólne wyzwanie. Jedna partia w kości. Jeśli wygrasz, ta moneta i wszystko, co postawię później, jest twoje. Jeśli ja wygram... cóż, na pewno wymyślę jakąś równie atrakcyjną nagrodę - posłał jej ten swój charakterystyczny uśmiech, w którym czar mieszał się z jawną prowokacją i czekał, aż dziewczyna podejmie rękawicę. Patrzył na nią wzrokiem drapieżnika, który właśnie znalazł idealną towarzyszkę do intelektualnej szermierki, nie przejmując się niczym poza chwilą obecną. Chciał poczuć, jak to jest zaryzykować bez konsekwencji dla państwowego skarbca, jedynie dla czystej, egoistycznej satysfakcji z pokonania kogoś, kto wydawał się mieć szczęście po swojej stronie.

    Ali

    OdpowiedzUsuń